wtorek, stycznia 03, 2017

ABC MAKIJAŻU: ROZŚWIETLANIE | JAK I CZYM OSIĄGNĄĆ IDEALNY GLOW?


Obsesja na punkcie rozświetlania to dla mnie codzienność. Nie raz wspominałam, że kocham rozświetlacze, kolekcjonuje je i stale szukam "tego jedynego". Wiem jednak, że dla niektórych to czarna magia, a jednak warto dodać sobie zdrowego blasku, szczególnie teraz w okresie świątecznym. Dlatego zapraszam dzisiaj w podróż po świecie rozświetlaczy. Po świecie w którym ważne jest poszukiwanie idealnego, szampańskiego odcienia oraz to, gdzie i czym go nałożyć. 




Zacznijmy od tego po co nam to całe rozświetlanie? Dziewczyny, które mają cerę suchą i normalną na pewno o wiele rzadziej zadają sobie to pytanie. Z kolei te z cerą mieszaną lub tłustą uważają, że ostatnie co powinny robić to rozświetlać policzki. Nic bardziej mylnego! Jest olbrzymia różnica między błyszczącą od nadmiaru sebum skórą, a cerą rozpromienioną kontrolowanym blaskiem. Efekt jaki uzyskujemy chcąc doprowadzić do porządku cerę tłustą, bardzo często ostatecznie wygląda zbyt płasko. Chcąc wyrównać jej koloryt, zamaskować niedoskonałości i osiągnąć matowe wykończenie makijażu. często pozbawiamy się nie tylko konturów, które musimy poprawić później bronzerem, ale także naturalności i tego zdrowego blasku dobrze nawilżonej i wypielęgnowanej skóry. A nie o to chodzi, żeby wyglądać jak w masce. 



Dzięki rozświetlaniu (nawet bez nałożenia bronzera) modelujemy twarz światłem. Odpowiednie nałożenie kosmetyków pomoże przyciągnąć uwagę obserwatorów do części twarzy, które zaznaczymy. Jaśniejsze punkty będą wychodziły na pierwszy plan, skupiały na sobie uwagę. Nie zawsze chodzi o to żeby rozświetlić twarz w stu procentach, jak w przypadku Strobingu, którego nie polecam dziewczynom o cerze tłustej i mieszanej, ale o to żeby ożywić odrobinę cerę wyrównaną wcześniej warstwą matującej bazy i podkładu i pudru. Aby cera w stu procentach zmatowiona przyciągała spojrzenia zdrowym blaskiem, który same nałożymy, w te miejsca w które chcemy. To nie to samo co błyszczące przez nadprodukcję sebum czoło, czy nos. 

Załóżmy, że nie konturujemy twarzy. Dzisiaj jedynie rozświetlimy miejsca na których chcemy skupić uwagę osób, które będą nas oglądać. Jeżeli miałabym cerę tłustą, rozświetliłabym szczyty kości policzkowych, obszar pod łukiem brwiowym, odrobinkę tzw. "łuk kupidyna", czyli obszar nad górną wargą oraz oczywiście wewnętrzne kąciki oczu.



Z kolei, jeżeli miałabym cerę suchą lub normalną dodałabym rozświetlenie środka czoła, nosa i zagłębienie w bródce. Te miejsca w przypadku cery tłustej i mieszanej rozjaśniłabym pudrem do konturowania o ton jaśniejszym od odcienia skóry, gdybym chciała dodać do makijażu konturowanie. 

Rozświetlacze lubię nakładać dwoma rodzajami pędzli- odrobinę mniejszym od pędzla do podkładu, pędzlem okrągłym lub lekko spłaszczonym lub, co ostatnio znów wraca do łask, pędzlem "wachlarzykiem". Okrągłym lub spłaszczonym pędzelkiem nakładam rozświetlacz okrężnymi ruchami, robiąc małe kółeczka. Z kolei wachlarzykiem dłuższymi ruchami w jedną i drugą stronę. W obu przypadkach efekty są zadowalające, jeżeli wybierzecie dobry rozświetlacz mogą być bardzo naturalne.


Dobre rozświetlacze? To nie tylko te znanych i drogich marek. Świetne kosmetyki znajdziecie już za mniej niż 10 złotych. Polecam zacząć przygodę z rozświetlaniem od któregoś z tych:
✩ Wibo Diamond Illuminator
✩ Lovely Gold
✩ I Heart MakeUp Goddes Of Fight
✩ My Secret Sparkling Beige
✩ Golden Rose Highlighter Stick 01

To rozświetlacze dające piękny efekt naturalnego rozświetlenia, które ożywi każdą twarz. Jednocześnie są to marki łatwo dostępne i właściwie "na każdą kieszeń". Wszystkie bliskie są odcieniowi, który można określić jako "szampański", niektóre są trochę jaśniejsze, inne trochę ciemniejsze, ale nadal jest to piękny, szampański odcień rozświetlacza, który będzie idealny dla większości polek. Odcień szampański to ciężki do opisania kolor, to taki kolor jednocześnie nie do końca idący w złote ani w srebrne tony.



Uff... Mogłabym o rozświetlaczach i rozświetlaniu opowiadać o wiele, wiele dłużej. Myślę jednak, że na dzisiaj to wystarczająca porcja informacji. Jakie macie doświadczenia z rozświetlaniem? Lubicie rozświetlacze? Macie swoje ulubione?

16 komentarzy:

  1. Szczerze? W ogóle nie używam rozświetlaczy i żadnego nie posiadam :D ale planuję jakiś kupić i wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, to identycznie jak myszy!

      Usuń
    2. Wypróbowujcie i rozświetlajcie! :D Na pewno się Wam spodoba :D

      Usuń
  2. Jak na razie mam tylko pudry roświetlające, typowych roświetlaczy boję się używać

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam kilka rozświetlaczy i nie wyobrażam sobie makijażu bez nich :D Delikatny błysk i od razu wygląda się zdrowo, świeżo, delikatnie :D Uwielbiam i zdecydowanie to moja słabość :D

    OdpowiedzUsuń
  4. If you have the change, try out Glowcomotion from W7. That's my Holy Grail, so far.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I love Glowcomotion! I think it is like Mary Lou Manizer, see this post: http://www.agatawelpamakeup.com/2016/10/mary-lou-manizer-zamienniki.html <3

      Usuń
    2. Sorry, I just saw I wrote "change", instead of "chance".
      Yes, exactly! I adore Glowcomotion - best thing ever!

      Usuń
  5. Ostatnio delikatny róż+rozświetlacz to mój niezastąpiony duet. Skóra wygląda na wypoczętą i młodą (po 40 to robi różnicę;)).

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam fioła na punkcie rozświetlaczy, aż wstyd się przyznać ile ich mam :P Ale kocham każdy! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też ;D To co na zdjęciach to nawet nie połowa... ;)

      Usuń
  7. Mam jeden rozświetlacz Melkior i świetnie się u mnie sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam rozświetlacze, zwłaszcza w porze letniej !!! GR oraz Mur znam doskonale i mam :) Mój ulubieniec to też rozświetlacz z Isa Dora *-*

    OdpowiedzUsuń

Znajdziesz mnie tutaj:

INSTAGRAM