sobota, października 08, 2016

INGLOT BAZA POD CIENIE EYESHADOW KEEPER


Jestem pewna, że zdarzyło się Wam, że najdroższy cień wyglądał na powiece po prostu źle. Okazało się, że jego pigmentacja nie jest taka jak wydawało się robiąc swatch na dłoni, a trwałość porównywalna jest do cieni z dużo niższej półki cenowej. A przecież robiąc makijaż chcemy aby cienie były intensywne, trwałe i nie rolowały się w załamaniu powieki po kilku godzinach. 

Baza pod cienie Inglot czekała na recenzję dobrych kilka miesięcy. Kupiłam ją niedługo po jej premierze i od tamtej pory używam jej bardzo często. Zaraz zobaczycie czy warto zainteresować się tą bazą, czy jest wydajna i przede wszystkim jak utrzymuje cienie. Czy jest warta wydanych na nią 50 złotych? 


Baza Eyeshadow Keeper do najtańszych nie należy, jednak nauczyłam się już, że dobra jakość ma swoją cenę. Nie narzekam już więc na to, że kosmetyki są za drogie, ale wolę odłożyć parę złotych i kupić sobie wymarzony kosmetyk z wyższej półki cenowej niż cztery tańsze, które mogą nie sprawdzić się i wylądować w koszu. Jednak nie wszystkie drogie kosmetyki są dobre i nie wszystkie tanie kosmetyki są złe. Sprawdzimy dzisiaj czy baza, którą na pewno sporo z Was uzna za drogą, jest warta swojej ceny. 

Tubka w której zamknięta jest baza mieści 10ml kosmetyku. To bardzo dużo jak na bazę pod cienie, której używa się w na prawdę minimalnych ilościach. Ilość jakiej potrzebujecie do pokrycia jednej powieki jest malutka, wystarczy wycisnąć z tubki dosłownie 1mm kosmetyku. Używam jej już bardzo długo (niedługo minie 9 miesięcy, które można według producenta tej bazy używać) a zużycie jest minimalne, mimo, że baza jest używana ciągle. Tubka jest elegancka, czarna, z białymi napisami, na pierwszym planie jest białe logo Inglot.



Baza ma delikatny beżowy odcień, jednak po rozprowadzeniu na powiece wydaje się całkiem przezroczysta, raczej nie wyrównuje koloru powieki, powiedziałabym raczej, że nie ingeruje ona w jej kolor. Skupia się na swoim głównym zadaniu czyli utrwaleniu cieni. Po nałożeniu bazy możecie ją lekko przypudrować i dopiero wtedy nakładać cienie albo nakładać cienie na bazę lekko lepką. Zwykle sama wybieram tą drugą opcję. Baza ma konsystencję lekko silikonową, żelową, śliską, ale po paru chwilach zastyga.

Jeżeli wasza powieka przed nałożeniem jasnych cieni wymaga wyrównanie kolorytu, z tą bazą tego nie osiągniecie. Po jej nałożeniu będziecie musiały nałożyć na całą powiekę beżowy, jasny cień, przez co baza nie będzie już tak lepka. Dopóki baza jest lepka cienie przywierają do niej i pozostają nie do zdarcia przez cały dzień (jeżeli wyrównacie kolor powieki beżowym cieniem baza nie będzie już tak dobrze trzymać cieni). Cienie na tej bazie nie rolują się, dobrze się blendują, nie zbierają się w załamaniu powieki. Świetnie sprawdza się przy opadającej i tłustej powiece.



Baza spełnia wszystkie najważniejsze wymagania stawiane bazom pod cienie: lekko podbija kolor cieni, przedłuża ich trwałość, cienie ładnie się na niej blendują. Jej jedyną wadą jest brak koloru, jednak zawsze można nakładać na nią beżowy cień lub wyrównać kolor powieki korektorem. Jeżeli właśnie szukasz dobrej bazy pod cienie z przyjemnością polecam wybrać się do salonu Inglot.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znajdziesz mnie tutaj:

INSTAGRAM