wtorek, września 20, 2016

URBAN DECAY ELECTRIC

Zbliża się jesień a ptaszki ćwierkają, że najmodniejszy makijaż tego sezonu ma być neonowy. Neonowe makijaże pojawiły się na wybiegach u największych projektantów, jeżeli chciałybyście je odtworzyć warto sięgnąć po jaskrawe cienie dobrej jakości.


Neonowe cienie możecie nakładać na całą powiekę, a jeżeli to dla was za dużo- spróbujcie malować kreski w neonowych barwach. Z paletą Urban Decay na pewno uda się każdy makijaż jaki wymyślicie, cienie w tej palecie mają świetną pigmentacje (w końcu to paleta "prasowanych pigmentów), dobrze się z nimi pracuje a kolory są bajeczne. 

 

Każdy cień, nałożony nawet bez bazy ma mocny pigment. Matowe cienie są aksamitne w dotyku, lekko pylą, lepiej nakłada się je syntetycznym pędzlem niż naturalnym, z kolei cienie perłowe są jakby mokre, najlepiej nakłada się je palcem. Czasami lubią lekko się osypać. 

Paleta Electric jest ciężka, solidna. Ma duże lusterko i podwójny pędzel, lusterko jest całkiem fajne, pędzel to moim zdaniem zbędny gadżet. Jeśli już producenci muszą dodawać coś do palet (w większości palet jest pędzelek albo pacynka, które zwykle nie są najlepszej jakości) to apeluje: niech będzie to czarna albo beżowa kredka. Na pewno kredka przydałaby się bardziej niż ta nieszczęsna pacynka.



Wracając jednak do palety UD, jeżeli czytacie mojego bloga jakiś czas na pewno zauważyłyście, że kocham kolor (ciężko zgadnąć odwiedzając mnie w mieszkaniu pełnym białych mebli) i często łącze ze sobą te nietypowe. W tej palecie kolory są tak dobrane, że można dobrać odcienie pasujące do ciebie (urban+jilted), ale często te z pozoru pasujące fajnie ze sobą kontrastują (np. trash+freak).




I jak zawsze kolory cieni: 

Trash (ang. śmieć/tandeta)- taki ani żółty, ani zielony. Może delikatnie seledynowy, matowy neon.
Freak (ang. dziwadło)- perłowa zieleń z domieszką żółci.
Urban (ang. wielkomiejski)- głęboki, perłowy fiolet.
Jilted (ang. porzucić)- różowy opalizujący na niebiesko, perłowy.
Chaos (ang. bezład)- w stu procentach matowy, chabrowy cień.
Fringe (ang. peryferie/ frędzle)- morski cień o perłowym wykończeniu.
Savage (ang. dziki)- matowy, neonowy róż.
Slowburn (ang. wolno spalający się)- matowy, neonowy pomarańcz.
Gonzo (ang. gonzo)- matowy, neonowy turkus.
Revolt  (an. bunt)- srebro.

Nie są to kolory nie do zastąpienia, ale jeżeli szukacie dobrej jakości neonów to lepszej palety nie widziałam. Często zdarza się, że cienie, które są neonowe w palecie później na oku są dużo bardziej stonowane, te pozostają dokładnie takie same a ich pigmentacja sprawia, że koloru nie trzeba będzie budować, będzie intensywny od pierwszej chwili.


Jak podoba Wam się paleta Urban Decay? Lubicie ich kosmetyki? Jakie macie w swoich kosmetyczkach?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Znajdziesz mnie tutaj:

INSTAGRAM