Hej, jestem Julia!
Witaj!
Cześć, mam na imię Julia i witam Cię na stronie szablonu Primrose! Jest to w pełni responsywny, nowoczesny, kobiecy szablon na Bloggera, stworzony z ❤ w moim studiu Brand & Blogger. Śmiało, rozejrzyj się tutaj!

Pomogę Ci sprawić, aby Twój blog na Bloggerze wyglądał pięknie i profesjonalnie ❤
CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ?
czytaj więcej
  • BEAUTY
    Chcesz poznać moje ulubione makijaże i kosmetyki, dowiedzieć się, co polecam? Znajdziesz to tutaj - sprawdź teraz! ♡
    CZYTAJ WIĘCEJ
  • LIFESTYLE
    Tutaj poczytasz o mojej życiowej filozofii: zero waste, diecie fit, treningach i więcej ♡
    CZYTAJ WIĘCEJ
  • PLANOWANIE
    Mam obsesję na punkcie planowania! Chciałabyś zacząć planować swój czas? Poznaj moje najlepsze metody planowania ♡
    CZYTAJ WIĘCEJ

NOWA MARKA: XX REVOLUTION POD LUPĄ!

xx revolution ocena nowej marki

Niedawno w świecie kosmetyków kolorowych pojawiła się nowa marka: XX Revolution. Jak łatwo się domyślić jest to jedna z marek Makeup Revolution, ale tym razem formuła kosmetyków ma być maksymalnie udoskonalona. 


XX REVOLUTION


Marka XX Revolution miała swoją premierę 3 czerwca. Dokładnie tego dnia kurier przyniósł mi olbrzymią przesyłkę z ich produktami, a dzięki temu dzisiaj mogę już Wam o nich opowiedzieć. Marka XX Revolution ma być doskonalszą wersją Makeup Revolution. Kosmetyki XX Revolution są droższe, mają piękniejsze opakowania, ale czy rzeczywiście są lepsze? O tym zaraz się przekonamy.

XX Revolution jest już piątą marką Makeup Revolution, która pod swoimi skrzydłami ma aktualnie:
  1. Revolution Skincare
  2. Revolution PRO
  3. Makeup Obsession
  4. Makeup Revolution
  5. XX Revolution

Co o marce mówi producent?

XX to przełom w makijażu. Marka stawia na ekstrawaganckie, nowoczesne looki, a kosmetyki sąskierowane do najnowszej generacji- pokolenia X. Młodych, świadomych konsumentów, którzy nie boją się sięgać po najświeższe trendy. XX oferuje gamę kosmetyków do makijażu, które dzięki swym składnikom aktywnym mają zadbać o kondycję cery od wewnątrz. Produkty XX są lekkie, doskonale kryjące, odpowiednie dla wszystkich karnacji i rodzajów skóry. XX to nowe spojrzenie na makijaż. 


Takie informacje znalazłam w ulotce, która przyszła z kosmetykami. I niestety widzę w niej kilka błędów. Po 1 kosmetyki nie mogą dbać o kondycję cery od wewnątrz. No chyba, że będziemy je jeść, ale myślę, że autor nie to miał na myśli. Pozostańmy przy tym, że kosmetyki kolorowe XX Revolution mają także dbać o kondycję cery. Drugi błąd to pokolenie X. Pokolenie X to, według różnych źródeł, ludzie urodzeni w drugiej połowie XX wieku, którzy nie wiedzą dokąd zmierzają, są zagubieni wśród wykreowanych przez modę wzorców i szukają sensu własnej egzystencji. Najczęściej podaje się, że są to ludzie urodzeni w latach 1965-1980 czyli pokolenie moich rodziców. Myślę, że nie jest to to pokolenie, do którego skierowana jest linia kosmetyków XX Revolution (chociaż ten X nasuwał się tu ze względu na nazwę). 

Kosmetyki są dość odważne, kolorowe, o różnych ciekawych wykończeniach. Znalazły się tu kosmetyki metaliczne, piękne pigmenty wzorowane na pigmentach Tammy Tanuka, intensywne rozświetlacze, mocno kryjące podkłady i korektory. Takie produkty z pewnością pokochają osoby z najnowszego pokolenia, nazywanego "pokoleniem Z" lub "pokoleniem XD". Niżej mała ściąga na temat pokoleń X, Y i Z (lub XD). 

  • Pokolenie X – osoby urodzone pomiędzy latami 1965 – 1980, jest to generacja, która urodziła się lub dorastała w czasie kryzysu gospodarczego lat 70-tych. Pokolenie X miało szansę wkroczyć w życie zawodowe w latach 90-tych i korzystać z wolnego rynku.
  • Pokolenie Y – często nazywane pokoleniem Millenialsów, to osoby urodzone w latach 1981-1994, które zaliczane są do wyżu demograficznego lat 80-tych. Jest to pierwsza generacja na rynku pracy wychowana w czasach globalizacji oraz powszechnego dostępu do komputerów i Internetu. W Polsce to pierwsze pokolenie wychowane w warunkach kapitalizmu.
  • Pokolenie Z – osoby urodzone po roku 1995 – wchodzące obecnie na rynek pracy, określane również często mianem pokolenia C (od angielskiego słowa connected, w rozumieniu podłączony do sieci) lub pokolenia xD. Generacja, która całe swoje życie funkcjonowała w Internecie i używała urządzeń elektronicznych.


xx revolution ocena nowej marki



Ale ok, nie to jest tu najważniejsze. Kosmetyki XX Revolution to nowość, więc na pewno jesteście ciekawe jak je oceniam. Mam do pokazania całkiem sporo produktów, dlatego stwórzmy krótki spis treści, który pomoże Wam odnaleźć się w dzisiejszym wpisie. 

2. Kremy
7. Róże

MGIEŁKI 


W asortymencie XX Revolution znajduje się 5 typowych baz pod makijaż oraz 5 mgiełek utrwalających. Nie mam żadnej bazy, ale krem pod makijaż (o którym opowiem w kolejnym akapicie) oraz dwie mgiełki do jego utrwalania. Dostępnych jest pięć rodzajów mgiełek: 
  1. Glow Fixx Mist
  2. Hydra Fixx Mist
  3. Face Fixx Mist
  4. Pore Fixx Mist
  5. Quick Fixx Mist
Oraz odpowiadające im bazy. Ja mam dwie mgiełki: Pore Fixx Mist, która ma zmatowić skórę oraz kontrolować wydzielanie sebum oraz Quick Fixx Mist, która ma utrwalać makijaż najmocniej z całej piątki. Mgiełki zamknięte są w kolorowych opakowaniach z aplikatorem w formie "spryskiwacza". Myślałam, że będzie to spray, jak w przypadku utrwalacza Kryolan czy rozświetlacza Patrick Ta bo tak wygląda to opakowanie, ale atomizer po prostu spryskuje twarz mgiełką. 

Żeby dobrze ją rozpylić i nie zniszczyć sobie makijażu, trzeba aplikować ją z odległości około 30 cm (tak na pełne wyciągnięcie ręki) ponieważ rozpyla bardzo dużo produktu. Czy mgiełki spełniają swoją funkcję? Obie testowałam w upalne dni, za każdym razem "nakładałam je" na mój sprawdzony podkład utrwalony pudrem. I w obu przypadkach moja skóra zaczynała świecić się tak samo szybko, mimo że na co dzień świeci się mało, a mgiełki dodatkowo miały utrwalić makijaż i kontrolować wydzielanie sebum.  Jedyne działanie jakie widzę to zdjęcie "pudrowości" makijażu. W opakowaniu znalazło się aż 100 ml mgiełki, którą trzeba zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia.

Cena: 49,90 złotych

xx revolution ocena nowej marki


xx revolution ocena nowej marki


KREMY


XX Revolution przygotowało dla nas aż 6 różnych kremów pod makijaż! Jakie kremy mamy do wyboru? 
  1. H2 Glow Bomb Primer Aloe Vera Gel
  2. Hydra Quench Bomb Primer Aloe Vera Gel 
  3. Youth Juice Bomb Primer
  4. Face Freeze Bomb Primer
  5. Second Skin Complexxion Primer
  6. Cloud Complexxion Primer
Z kremów pod makijaż przetestowałam ostatni, czyli Cloud Clomplexxion Primer, który ma dawać efekt wygładzonej i rozjaśnionej skóry. Krem ma natychmiastowo wygładzać pory i rozświetlać cerę. Trzeba przyznać, że to na prawdę dobry krem pod makijaż, a jego nazwa nie jest przypadkowa, on naprawdę jest jak chmurka. 

Kremy XX Revolution mają przepiękne opakowania. Na szczególną uwagę zasługują cudownie zdobione kartoniki, które same w sobie są jak ozdoba do zdjęć na Instagram. Za to słoiczki z kremem są już niezwykle proste, bez żadnych udziwnień i ozdobników. Słoiczki są szklane, matowe z nakrętką, która zmienia odcień w zależności od kąta padania światła. Super jest to, że w kartoniki znalazła się też szpatułka, którą możemy w higieniczny sposób wyciągać krem z opakowania. Wielki plus! Krem ma przyjemną konsystencję musu. Kiedy wyjmiemy go więcej np. na dłoń możemy zobaczyć, że ma on delikatne drobinki i opalizuje na różowo. To na twarzy daje efekt delikatnego rozmycia wszelkich zmarszczek czy niedoskonałości i przyjemne, naturalnie wyglądające rozświetlenie. Została też spełniona obietnica dotycząca porów: krem rzeczywiście sprawia, że są one o wiele mniej widoczne. Podkłady bardzo przyjemnie się na nim rozprowadzają, dobrze z nimi pracuje. Sprawdzałam go z moim ulubieńcem na upały i krem w żaden sposób nie wpłynął na jego trwałość. Zapomniałabym dodać, że przepięknie pachnie kokosem!

Cena: 79,90 złotych 


PODKŁADY


XX Revolution przygotowało na początek dwa rodzaje podkładów, każdy dostępny w 55 różnych odcieniach! Prawda, że to mnóstwo kolorów jak na początek? Do wyboru mamy podkład Skin Glow Fauxxdation oraz Liquid Skin Fauxxdation. Oba rodzaje podkładów zamknięte są w kwadratowych buteleczkach mieszczących 27 ml produktu. W obu przypadkach też na zużycie takiej ilości podkładu mamy 6 miesięcy (to dość krótko, większość podkładów ma termin ważności 12 miesięcy od otwarcia, a Estee Lauder Double Wear nawet 24 miesiące). Buteleczki podkładów są bardzo proste, ozdobione jedynie XX z przodu, różnią się jedynie nakrętką: podkład rozświetlający ma nakrętkę różową, a matujący czarną. 

SKIN GLOW FAUXXDATION


Podkład XX Revolution Skin Glow Fauxxdation ma pielęgnować skórę, dzięki nawilżającej formule z kwasem hialuronowym. Podkład opisywany jest jako lekki, rozświetlający. W jego formule znalazły się drobinki perły. A jak działa w praktyce? Konsystencja podkładu jest gęsta, kremowa, dobrze się rozprowadza. Podkład już przy bardzo małej ilości ma bardzo mocne krycie, jego wykończenie rzeczywiście jest rozświetlające i nałożony w bardzo małej ilości potrafi pięknie stopić się ze skórą i dać efekt Glass Skin. Najlepiej nakładać go palcami (bardzo małą ilość!) i dodatkowo wklepać gąbeczką. Nakładając go więcej, na dodatek od razu gąbeczką lub pędzlem, możemy uzyskać efekt maski na twarzy. 

Nie powiedziałabym, że to podkład bardzo lekki. Dla mnie, biorąc pod uwagę jego gęstą konsystencję i pełne krycie, był dość obciążający. Trzeba jednak przyznać, że jeśli chcemy uzyskać efekt pełnego krycia i rozświetlania będzie idealny. Podkład nie zastyga, więc trzeba go dodatkowo utrwalić pudrem. W ciągu dnia nie wchodzi w zmarszczki, nie warzy się, wygląda dobrze aż do demakijażu. Polubiłam się z nim i na pewno będę do niego wracać.

Cena: 69,90 złotych


LIQUID SKIN FAUXXDATION


Czego nie mogę powiedzieć o podkładzie Liquid Skin Fauxxdation, który jest prawdziwą maską! Już maleńka ilość tego podkładu daje pełne krycie i efekt stuprocentowego matu na twarzy. Rozkładając go palcami możemy wyczuć jego suchą, odrobinę tępą konsystencję. Podkład zastyga dość szybko, dlatego trzeba z nim pracować sprawnie. Najlepiej wygląda nakładany palcami i gąbeczką, która pozwala zdjąć jego nadmiar. 

Ten podkład jest bardzo ciężki. Od razu po nałożeniu wygląda na twarzy sucho, podkreśla każdy por, wchodzi w każdą zmarszczkę. Jeśli bez makijażu jakiejś zmarszczki nie widzę i nawet nie podejrzewam, że ją mam, ten podkład ją odnajdzie i maksymalnie podkreśli. Najgorzej wygląda na czole, daje efekt mega wysuszenia i podkreśla każdy por, który wydawało mi się, że udało mi się wygładzić pielęgnacją. Jestem trzy razy na nie.


Cena: 69,90 złotych



od lewej: korektory CX1 i CX3; podkłady Liquid Skin Foundation CX2 i CX4; podkłady Skin Glow CX 3,5 i CX5


KOREKTORY 


Tak samo jak podkłady, korektory XX Revolution Concealxx Super Fixx dostępne są w aż 55 odcieniach. Z takiej gamy kolorów każdy musi wybrać kolor dla siebie. Korektory mają ładne, kwadratowe opakowania wykonane z matowego szkła. Są solidne, ciężkie, wyglądają 'drogo'. Bardzo ciekawy jest aplikator, o kształcie owalnego "kopytka". 

Korektor ma gęstą, kremową konsystencję. Bardzo ładnie się rozprowadza. Nałożony w małej ilości dobrze przykrywa wszelkie niedoskonałości, ale nadal wygląda naturalnie. Bałam się, że będzie jak mocno kryjąca pasta. Że będzie obciążający, nienaturalny. Że będzie podkreślał każdą zmarszczkę. A nic takiego się nie dzieje. Korektor przypudrowany pięknie się utrzymuje. Oczywiście jest mocno kryjący, ale nie obciąża okolicy pod oczami i jeśli nałożymy go w odpowiedniej ilości nie wchodzi w zmarszczki, daje efekt wygładzenia tej okolicy. Korektor ma matowe wykończenie, zastyga (przy czym delikatnie ciemnieje) i zdecydowanie można powiedzieć, że jest długotrwały.

Kolory, które mam to CX1 i CX3. Oba są bardzo jasne, CX1 jest bardziej neutralny, z lekkimi żółtymi tonami, z kolei CX3 ma w sobie nutkę brzoskwini.


Cena: 44,90 złotych



Makeup Revolution umie w rozświetlacze, dlatego zupełnie nie obawiałam się o rozświetlacze XX Revolution. I miałam rację, rozświetlacze XX Revolution robią wrażenie. Rozświetlacze XXposure Highlighter Powder to rozświetlacze wypiekane. Ich konsystencja wydaje się w dotyku sucha, ale na policzku wcale tak sucho nie wyglądają.

Do wyboru mamy aż12 kolorów, ja przetestowałam dwa: Echo, który jest jaśniutki, niemal biały; oraz Focus, który jest jasnym, szampańskim złotem, trochę podobnym do Amrezy ABH. Oba rozświetlacze dają taflę rozświetlenia, bez zbędnych drobinek. Oba mają także dość mocną bazę kolorystyczną, więc źle dobrany kolor będzie mocno odznaczał się na policzku. Powiedziałabym, że jak na rozświetlacze, są za dobrze napigmentowane. Ładnie się rozcierają i utrzymują na twarzy przez cały dzień. Echo będzie pasował bardzo bladym osobom, o chłodnym typie urody, z kolei Focus sprawdzi się u osób z ciepłym odcieniem skóry

Rozświetlacze mają piękne opakowania, w formie różowych puderniczek. W środku każdego jest spore lusterko. Sam rozświetlacz ma aż 15g, które trzeba zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia (niewykonalne!). Opakowania są piękne, ich jedynym minusem jest to, że wszystkie są takie same, więc mając kilka odcieni musimy zajrzeć do każdego żeby przekonać się który to kolor (ewentualnie z tyłu mamy malutką czcionką nazwę, ale i tak musimy zapamiętać, który odcień jak wyglądał).


Cena: 59,90 złotych




 od lewej: Phantom, Morose

od lewej: Focus, Echo


BRONZERY 


Opakowania bronzerów są takie same, ale w kolorze stalowej, ciemnej szarości. Tak samo jak w przypadku rozświetlaczy, patrząc na opakowania nie wiemy jaki kolor kryje się w środku. Każdy bronzer ma 6,5 g i trzeba zużyć go w ciągu 12 miesięcy od otwarcia opakowania. Bronzery dostępne są w 10 odcieniach, ja przetestowałam dwa: Phantom oraz Morose.

Trzeba przyznać, że bronzery także są bardzo udane. Mają matowe wykończenie, ale bardzo miękką, aksamitną konsystencję i dzięki temu przepięknie się rozcierają nie tworząc na policzku np. plam. Ich pigmentacja jest mocna, dlatego trzeba nakładać je ostrożnie, warstwami, aby nie przesadzić z ilością.

Kolor Phantom to mój faworyt, jest ciemny, osiągniemy nim efekt intensywnego konturowania twarzy, ale przy tym jego kolor jest idealnie wyważony. Phantom nie jest ani zbyt chłodny i szary, ani zbyt ciepły i pomarańczowy. Ten kolor idealnie sprawdzi się do konturowania twarzy. Z kolei Morose to odcień jaśniejszy, delikatniejszy, ale bardzo pomarańczowy. Może sprawdzić się do ocieplania twarzy, ale raczej u osób z cieplejszą karnacją. U mnie wygląda niemal jak róż do policzków.


Cena: 54,90 złotych



Róże XX Revolution XXCess Blush dostępne są w aż 16 odcieniach. Ich opakowania są takie same jak w przypadku rozświetlaczy, ale odrobinę mniejsze. Każdy róż ma w środku lusterko. Z 16 dostępnych kolorów przetestowałam dwa: Risque i Jitter.

Risque to bardzo delikatny odcień chłodnego różu, z delikatnymi złotymi drobinkami. Jego pigmentacja nie jest mocna, dlatego na pewno nikt nie zrobi sobie nim brzydkich plam na policzkach. To taka "bezpieczna" opcja. Drugi kolor, Jitter, to całkowicie matowy, koralowy róż o trochę mocniejszej pigmentacji. Jest odważniejszy, bardziej widoczny na policzku, a przez jego pigmentację łatwo z nim przesadzić. Oba róże ładnie się rozcierają i można je pięknie stopić z bronzerem i rozświetlaczem na policzku. W ciągu dnia nie zauważyłam żeby zanikały, utrzymują się na twarzy przez cały dzień, do demakijażu.


Cena: 39,90 złotych



 od lewej: Risque, Jitter


PALETY CIENI 


Myślę, że na ten temat wiele z Was czekało. Tak więc oceńmy nowe palety XX Revolution! Do przetestowania miałam trzy palety cieni: dwie z serii Crystalxx Shadow Palettes (Platinum i Amethyst) oraz jedną z serii Luxx Shadow Palette (XXPectation).

LUXX SHADOW PALETTE XXPECTATION


Zaczniemy od palety XXPectation, która jest najdroższa z tej trójki. Paleta obłożona jest welurem, który łapie każdy brud z otoczenia, dlatego już po kilku dniach wygląda niechlujnie. Paleta jest zamykana na magnes, a w środku znajdziemy duże lusterko i aż 18 cieni, o różnych wykończeniach. Paleta na pierwszy rzut oka mocno przypomina paletę Huda Beauty New Nude. Z kolei welurowe opakowanie kojarzy się z paletą Anastasia Beverly Hills Modern Renaissance. A środek? Brązy, beże, srebrzystości, przybrudzone róże. 10 całkiem przyzwoicie napigmentowanych matów i 8 niestety słabych błysków. Te klasyczne perły jeszcze dają radę, ale dwa cienie, które mają chyba imitować folie z palet Hudy (to te z białymi plamkami) zupełnie nie robią wrażenia. To takie słabiej napigmentowane perły z dodatkowym brokatem. Niestety zupełnie mi się nie podobają.

Czy warto kupić tą paletę? Myślę, że jeśli lubicie matowe makijaże to może się Wam spodobać. Maty mają mocną pigmentację, pięknie się blendują i tworzą ładne przejścia między sobą. Warto wspomnieć, że bardzo dobrze napigmentowana jest także czerń, a najczęściej czarne, matowe cienie tańszych marek nie zachwycają. Gdyby ta paleta była w 100% matowa na pewno byłabym zadowolona, a tak?  Mam pewien niedosyt.


Cena: 89,90 złotych



 paleta cieni XXPectation

 

CRYSTALXX SHADOW PALETTE  


I palety Crystalxx... To mniejsze palety z 12 cieniami, w których wszystkie cienie są połyskujące. Te palety można traktować jako błyszczące "dodatki" do matowych makijaży. Błyski z tych palet są piękne, trzeba przyznać, że idealnie uzupełniają makijaż i prześlicznie połyskują na powiekach. Ich pigmentacja jest dobra, cienie mają piękne kolory.

Platinum to w większości odcienie szarości, Amethyst to taki miks, są w niej róże, fiolety, zieleń, złamana biel, a nawet niebieski. Nie zrobi się nimi pełnego makijażu, ale jako uzupełnienie jak najbardziej polecam.


Cena: 69,90 złotych




 paleta cieni Amethyst
 paleta cieni Platinum



Kategoria "brwi" to w XX Revolution także mocno rozwinięty temat. W ich asortymencie można znaleźć: pomady do brwi, dwa rodzaje kredek oraz kolorowe i przezroczyste żele do brwi. Ja mogłam przetestować kredkę FauXX i bezbarwny żel do brwi Fixx Brow Gel. Trochę żałuję, że nie przetestowałam pomady do brwi, ale może kupię ją niedługo.


KREDKA DO BRWI FAUXX


Kredka do brwi XX Revolution Fauxx w kolorze Medium Brown to kosmetyk zdecydowanie wart uwagi. Jej odcień idzie delikatnie w chłodną stronę, ale nie jest za ciemny, to taki średni, lekko szary brąz. Kredka jest różowa,  jego opakowanie jest utrzymane w takim samym stylu jak opakowania rozświetlaczy. Z jednej strony mamy kredkę do brwi w trójkątnym kształcie. Taką kredkę możemy "temperować" delikatnie uderzając jej bokami np. o lusterko, tym sposobem odzyskamy jej ostre kształty. Możemy też uciąć kredkę nożem, ale wtedy stracimy część produktu. Ostrymi krawędziami kredki możemy bardzo precyzyjnie pomalować brwi. Po drugiej stronie jest, i tu uwaga, szczoteczka. Mi takie rozwiązanie nie przypadło do gustu, ale nieszczególnie brakuje mi spiralki. Jak dla mnie w kredce do brwi mogłaby być sama kredka. Kredki dostępne są w 5 kolorach. 


Cena: 34,90 złotych



 kredka do brwi Medium Brown


ŻEL DO BRWI FIXX BROW GEL


Kolejny produkt to żel do brwi. Żel Fixx Brow Gel ma malutkie opakowanie, z malutką szczoteczką. Moja wersja to żel przezroczysty, ale są też żele kolorowe. Niestety żel nie jest tak mocny, jak bym chciała. Układa włoski, ale kiedy się ich dotknie wydaje się jakby zupełnie nie było na nim produktu. Żel MySecret Wow Eyebrow nadal pozostaje moim ulubieńcem. Żele dostępne są w czterech kolorach.


Cena: 34,90 złotych



To mogłaby być najciekawsza kategoria kosmetyków XX Revolution. Niestety coś zawiodło. W tej serii kosmetyków dostępne są: paleta cieni,  sześć eyelinerów, cztery kremowe cienie do powiek i sześć pigmentów. 


MAGNETIXX DUO CHROME LIQUID LINERS


Eyelinery zapowiadały się bardzo dobrze. W opakowaniu wydaje się, że kolory są intensywne i mienią się na różne odcienie. Kolory są piękne i już wyobrażałam sobie makijaże z nimi. Niestety już po pierwszym swatchowaniu wszelkie plany zniknęły. Eyelinery są bardzo słabo napigmentowane. Praktycznie nie mają koloru, to sama woda z odrobiną pigmentu, dlatego po namalowaniu kreski nie jest ona duochromowa, ale jasnoszara. Na dodatek zaraz po nałożeniu eyeliner rozlewa się na wszystkie strony. Kiedy eyeliner zaschnie nie ściera się, jednak co to za pocieszenie, skoro koloru brak? Niestety nie mogę ich polecić. 


Cena: 49,90 złotych





XXCHARGE DUO CHROME LIQUID SHADOWS


Cienie w kremie wyglądają o wiele lepiej, ale nadal nie jest to produkt, który można nakładać na powiekę solo. Po nałożeniu wydaje się, że pigmentu jest sporo, ale przy jakimkolwiek roztarciu tego cienia cały kolor zanika i (podobnie jak w przypadku eyelinerów) na powiece zostaje jedynie poświata koloru. Ostatecznie te cienie mogą sprawdzić się jako baza pod inne połyskujące cienie, ale nic więcej. Niestety nigdzie nie mogę znaleźć ich ceny.

Cena: ?


CHROMATIXX DUO CHROME PIGMENT POTS 


Ostatni produkt to duochromowe pigmenty do makijażu oczu, które są na prawdę dobre! Mają piękne kolory, prześlicznie się mienią, ich kolor zależy od kąta padania światła. Super! Pigmenty najlepiej wyglądają i utrzymują się nałożone na mokrą bazę (np. NYX Glitter Primer albo wcześniej wspomniane kremowe cienie). Zachwycałam się nimi i zachwycałam, aż... zobaczyłam cenę! 69,90 za pigment? Na dodatek pigmenty wydają się inspirowane duochromowymi pigmentami Tammy Tanuka, które kosztują 30-40 złotych. Podobne duochromowe pigmenty ma też Affect i ich cena to także około 35 złotych. Skąd więc tak wysoka cena? Ogólnie polecam, ale tylko w jakiejś mega promocji. 

Cena: 69,90 złotych




 od lewej: cienie w kremie Stimulate, Excite, eyelinery Bolt, Force, Atomic

 pigmenty Charge, Direct


Na koniec małe podsumowanie. Kosmetyki XX Revolution w większości oceniam dobrze. Wiadomo, że tworząc osobną markę i wszystkie produkty na start, może zdarzyć się, że coś nie uda się tak jak powinno. Jednak myślę, że takie kosmetyki nie powinny być sprzedawane w dniu premiery, ale dopracowane i wypuszczone później np. jako limitowana edycja. Kremowe kosmetyki duochromowe niestety pozostawiły pewien niesmak i na pewno już po nie nie sięgnę. Co do reszty, jestem bardzo zadowolona z kremu, rozświetlaczy, bronzerów, róży, palet z błyszczącymi cieniami i kredki do brwi. Myślę, że to świetny wynik i choćby z tego powodu mogę polecić Wam przyjrzenie się tym produktom, a szczególnie paletom z błyszczącymi cieniami, których w ofercie XX Revolution jest jeszcze więcej! Wszystkie kosmetyki XX Revolution znajdziecie w Mintishop oraz Cocolita.pl. 

Co wpadło Wam w oko? 










Komentarze

  1. Niestety nie urzekla mnie, w dodatku te ceny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pigmenty mi się bardzo podobają ale cena....
    Paletki ładne ale nie moje kolory :( tzn niektóre tak ale większość niestety nie
    Skusilabym się też na rozswietlacze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie wyglądają ich produktu. Uwielbiam tak jak ty rozświetlacze, jak cieni już nie kupuje od jakiegoś czasu bo boję się słabej jakości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że córka wstrzela się w grupę docelową tej marki, świetne pokrycie wizerunkowe. Chętnie przekażę informacje o jej produktach, jestem przekonana, że spotkają się z zainteresowaniem. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie byłam strasznie ciekawa opinii o tej nowej marce. Swatche palety podobają mi się bardzo, ale zawsze do cieni miałam mega słabość :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałęm kilka razy podkłąd w akcji i to była masakra co do palet cieni ... znów to samo nic nowego

    OdpowiedzUsuń
  7. Róże mi się spodobały, myślę że coś dla siebie wybiorę, bo u mnie taki róż starcza na długo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sporo tych produktów pokazałaś i super, niech nowej marce wiedzie się jak najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ogólnie bardzo mi się podobają te produkty i sama chętnie bym je poznała.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz! Komentarze są dla mnie najlepszą motywacją do dalszego pisania i rozwijania mojego miejsca w sieci. ❤

Jeśli mój blog spodobał Ci się i dołączyłeś do obserwatorów daj o tym znać w komentarzu abym mogła Cię odwiedzić ❤