W cieniach Jeffree Star zakochałam się, kiedy kupiłam paletę Cremated. Po niej miałam wielką ochotę kupić olbrzymią paletę brązów i beżów (Orgy), ale w Douglasie jej nie ma, a w innych sklepach internetowych nigdy nie ma promocji, a ceny są szalone. Na szczęście w Douglasie pojawiła się najnowsza paleta w odcieniach różu: Pink Religion. Musicie ją obejrzeć, bo jest przepiękna! 


JEFFREE STAR PINK RELIGION 


Jeffree Star, ciągnąc dobrą passę jednokolorowych palet, tym razem postawił na odcienie różu i fioletu. I fajnie, jeśli lubicie takie kolory to właśnie w palecie Pink Religion znajdziecie coś dla siebie. Takie kolory pięknie podkreślą zieloną tęczówkę, zadowolone będą z niej też osoby niebieskookie, a w przypadku oczu brązowych... No cóż, w przypadku oczu brązowych sprawdzają się wszystkie kolory. 

Paleta Pink Religion z zewnątrz ma wygląd książki (moja babcia była pewna, kiedy odpakowałam paczkę, że zamówiłam sobie książkę). Okładka palety jest miękka, jakby skórkowa, boki są grube i pozłacane, co jeszcze bardziej upodabnia paletę do grubej księgi. Na okładce wyżłobione są wzory i oczywiście nazwa palety. W środku czeka 18 cieni i wielkie lusterko, którego jakość jest na tyle dobra, że można się przy nim pomalować. Na cieniach odbite są wzory, które znamy już z poprzednich palet Jeffree Star: gwiazdy, krzyże i katedra. Przestrzeń między cieniami jest wykonana ze śliskiego materiały, co sprawia, że paletę bardzo łatwo utrzymać w czystości. 

 



W palecie znalazły się cienie matowe i połyskujące, w odcieniach różu i fioletu. Za kilka dni pokażę Wam makijaż krok po kroku, wykonany tylko tą paletę i będziecie mogły jeszcze bardziej ocenić, czy takie kolory są dla Was. Mnie ta paleta zauroczyła, ale zdaje sobie sprawę, że nie jest to must have. W palecie jest 15 cieni matowych oraz 3 błyski. Cienie błyszczące to w mojej ocenie najzwyklejsze na świecie perły, jakich pełno na rynku kosmetycznym od lat. Nie widzę w nich nic innowacyjnego, dlatego cieszę się, że są tylko 3. Ich odcienie są bardzo cukierkowe, takie mocno w stylu Barbie. 

Maty Jeffree Star są raczej twarde, mało pylą, ale ich pigmentacja nadal jest mocna. Wystarczy odrobina koloru żeby uzyskać mocno kryjący kolor na powiece. Trochę przeszkadza mi tylko fakt, że kolory tych cieni nie wyglądają na powiekach dokładnie tak jak w palecie. Szczególnie najciemniejsze odcienie, jak Handbag Queen czy Vatican Vanity, na powiekach wydają się dużo jaśniejsze i dopiero nałożone na ciemniejszą bazę dają kolor zbliżony do tego, który widzimy w palecie. Za to idealnie jak w palecie, wyglądają na powiece, cienie pastelowe np. Saint Star i Pink Fever. 

Cienie dobrze się blendują i pozwalają na budowanie makijażu przez nakładanie ich kolejnymi warstwami. Kolejne cienie dobrze przyklejają się do nałożonych wcześniej, co jest problemem np. w przypadku większości palet Anastasia Beverly Hills, z którymi trzeba pracować trochę inaczej. Myślę, że patrząc na paletę JS Pink Religion już to wiecie, ale muszę o tym wspomnieć: każdy makijaż wykonany tą paletą będzie wyglądał cukierkowo. Nie ma po prostu innej opcji i jeśli nie lubicie siebie w takim wydaniu, lepiej jej nie kupować. 

Jeśli chodzi o trwałość, nie ma na co narzekać. Cienie zarówno nałożone na sam korektor, jak na na bazę pod cienie, utrzymują się na miejscu przez cały dzień. Nie wchodzą w załamania na powiece, nie bledną. Jedyne co im straszne to łzawienie oczu. Ale tego niestety większość cieni dostępnych na rynku nie przetrwa. 

Co do kolorystyki cieni, nie będę się tu mocno rozpisywać i analizować każdego koloru. Wszystkie cienie są różowe i różowo-fioletowe. Kropka. Nie stworzymy tą paletą pełnego makijażu wieczorowego czy dziennego (brakuje beżu, brakuje czerni), ale monochromatyczny, różowy lub fioletowy look jak najbardziej. Paleta dobrze sprawdza się jako dodatek do innych palet. Pięknie łączy się m.in z szarościami z palety JS Cremated. 

 



SWATCHE:


 

 

MAKIJAŻ PALETĄ JEFFREE STAR PINK RELIGION 

 

Żeby pokazać Wam jak paleta zachowuje się w pracy przygotowałam szybki makijaż krok po kroku. Zobaczcie same jak cienie prezentują się na powiece i oceńcie czy to paleta, którą widzicie w swoich zbiorach. 

Makijaż zaczynam od przygotowania powieki. Na początek podkreślam brwi i na całą powiekę nakładam korektor. W moim przypadku jest to korektor Loreal Infaillible, który zmieszałam z odrobiną nowego korektora Anastasia Beverly Hills.  


 

Nad załamaniem powieki rozcieram pastelowy, różowy cień, który w palecie nazywa się Saint Star. 


Teraz odrobinę niżej nakładam kolejne matowe cienie: Sugar Savior, Beauty Killer oraz Handbag Queen, który ląduje w samym zewnętrznym kąciku oka.



Na środek ruchomej powieki nakładam palcem mieszankę błyszczących cieni: Candy Cathedral, Frosting Cult i Princess Crown. Cienie rozcieram z matowymi kolorami, dodając pędzelkiem odrobinę najciemniejszego matowego cienia.



Na całą dolną powiekę nakładam najciemniejszy cień czyli Handbag Queen i rozcieram go cieniem Dollhouse LN.  

 

Na koniec dolną linię wodną maluje czarną kredką Inglot Kohl 01. Wzdłuż górnej linii rzęs maluje cieniutką kreskę eyelinerem i wyciągam ją delikatnie w wewnętrznym kąciku oka żeby przełamać cukierkowy efekt. Doklejam też sztuczne rzęsy Clavier Gentle WOW Man.

 

 

Dla mnie to taka paleta kolekcjonerska. Jeśli lubicie designerskie palety, które będą zdobić Wasze toaletki to jak najbardziej polecam. Ja nie mogę się na nią napatrzeć, jest przepiękna, ładniejsza od niektórych (albo nawet większości) domowych ozdób jakie mam i trochę przymykam oko na to, że nie jest tak użytkowa jak mogłaby być. 

Lubicie siebie w różu?



 





1 komentarz:

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz! Komentarze są dla mnie najlepszą motywacją do dalszego pisania i rozwijania mojego miejsca w sieci. ❤

Jeśli mój blog spodobał Ci się i dołączyłeś do obserwatorów daj o tym znać w komentarzu abym mogła Cię odwiedzić ❤