piątek, kwietnia 05, 2019

POLSKIE POMADKI ZASTYGAJĄCE | TESTUJĘ POLSKIE KOSMETYKI


Kontynuując serię o polskich kosmetykach, postanowiłam przygotować post z polskimi pomadkami. Nadal najpopularniejsze są zastygające, długotrwałe pomadki, dlatego to właśnie na nich dzisiaj się skupię. Sama jestem wielką fanką matowych pomadek w płynie, które dają mi gwarancję, że makijaż nie będzie brzydko rozmazywał się w ciągu dnia. Nie straszny im też wiatr, deszcz czy... Małe rączki mojego synka, który uwielbia dotykać mojej twarzy. 


Szukając idealnej pomadki, przetestowałam mnóstwo różnych, także polskich firm. Dzisiaj pokażę Wam wszystkie polskie płynne pomadki, które wpadły w moje ręce i powiem, na które szczególnie warto zwrócić uwagę. Jestem pewna, że znając mojego bloga, bez czytania dzisiejszego wpisu potrafiłybyście wskazać kilku moich faworytów. A może Was zaskoczę?


AFFECT SOFT MATTE (49 PLN)


Po przeczytaniu setek pozytywnych opinii i obejrzeniu dziesiątek swatchy w internecie (szczególnie tych od Anshu) zdecydowałam się w końcu przetestować matową pomadkę Affect. Uwielbiam ich cienie, dlatego spodziewałam się, że pomadka będzie równie dobrej jakości. Niestety zawiodłam się. Pomadka Affect (odcień, który mam to Nostalgy) kompletnie nie przypadła mi do gustu. Kolor wygląda zupełnie inaczej niż w internecie, pomadka ma mało pigmentu i żeby kolor wyglądał ładnie trzeba nałożyć minimum dwie warstwy, co sprawia, że staje się mocno wyczuwalna na ustach i wygląda ciężko. Mam też wrażenie, że nigdy do końca nie zastyga, cały czas pozostaje delikatnie lepka i dotknięta rozmazuje się, przez co jej trwałość jest (delikatnie mówiąc) słaba.


BELL HYPOALLERGENIC MATT LIP LIQUID (8,99 PLN)


Pomadka Bell jest lekka i komfortowa w noszeniu. Jej wykończenie jest matowe, ale pomadka nie zastyga na ustach w stu procentach, przez cały czas kiedy ją nosimy pozostaje delikatnie lepka. Zwykle nie lubię takiego efektu, ale tu nie przeszkadza mi to tak mocno. Ta formuła powala za to na dokładanie pomadki w ciągu dnia, kiedy kolor podczas posiłku zniknie ze środka ust, wystarczy dołożyć odrobinę pomadki i nadal makijaż wygląda nienagannie. Pomadka Matt Lip Liquid jest też mocno napigmentowana i już jedna warstwa pozwala uzyskać piękny, nasycony kolor na ustach. Nie można powiedzieć, że jest bardzo trwała, ale nadal pozostaje w czołówce polskich, matowych pomadek.  





DR IRENA ERIS PROVOKE LIQUID MATT LIP (55 PLN)


Pomadek Provoke już nie mam, ale, niestety, po kilku użyciach zaczęły wysychać i szybko przestały nadawać się do używania. Ich konsystencja jest bardzo gęsta, musowata i sucha. Bardzo ciężko było nimi namalować idealny kontur ust, o wiele lepiej wyglądały wklepane palcem. Używane w ten sposób były też o wiele trwalsze. Na pewno nie są to pomadki, które spodobają się fankom matowych, mocno wyrysowanych ust.


EVELINE MATT MAGIC (18 PLN) 


Eveline Matt Magic ma średnio gęstą konsystencję, która dość długo zastyga na ustach i pozwala na dokładne dopracowanie ich konturu. Jednak żeby to zrobić, będziemy potrzebować precyzyjnego pędzelka. Dołączony do pomadki aplikator nie pozwoli na stworzenie idealnego konturu ust. Pomadka jest mocno napigmentowana i już jedna warstwa pozwala uzyskać ładny kolor. Ich trwałość jest raczej przeciętna. Utrzymują się na ustach kilka godzin i ładnie zjadają od środka, a ich formuła pozwala na dokładanie pomadki, jednak nie jest to trwałość porównywalna np. z pomadkami Semilac.




HEAN MATTE LIPTINT LONGLASTING (19,99 PLN)


Pierwsze matowe pomadki Hean nie spodobały mi się już na etapie swatchowania ich w drogerii, dlatego, mimo zachwytów w sieci, nigdy żadnej nie kupiłam. Za to nowe, matowe "tinty" zachwyciły mnie od razu. Konsystencja jest ciekawa. Odrobinę rzadsza niż klasycznych, matowych pomadek, ale nadal nie wodnista. Pomadka szybko zastyga na ustach na całkowity mat, który nie wygląda płasko. Pigmentacje określiłabym jako "w sam raz". Żeby kolor był taki jak w opakowaniu potrzebne są dwie cienkie warstwy pomadki, ale nawet po nałożeniu dwóch warstw jest ona praktycznie niewyczuwalna na ustach. O wiele gorzej jest z trwałością, już po pierwszym "porządniejszym" posiłku po pomadce na ustach zostaje zaledwie wspomnienie. Niestety w formie mało estetycznego obrysu konturu ust. To minus, który właściwie całkowicie dyskwalifikuje tą pomadkę z używania jej na co dzień, ale... Jeśli szukacie ładnych kolorów, o naturalnym, matowo-satynowym wykończeniu, bo np. malujecie modelki do sesji zdjęciowych, albo bardziej niż na trwałości, zależy Wam na komforcie noszenia (tej pomadki wcale nie czuć na ustach) to polecam.




INGLOT MATTE HD (49 PLN)


Matowe pomadki Inglot bardzo długo były moimi ulubionymi i nadal są w ścisłej czołówce. Do tej pory mam kilka ulubionych odcieni, są to m.in kolory 16 i 26, po które sięgam najczęściej w makijażach ślubnych. Pomadki Inglot mają średnio gęstą, odrobinę tłustą konsystencję, która szybko zastyga na całkowity mat. Na ustach są komfortowe w noszeniu i całkiem trwałe. W przypadku ciemniejszych odcieni szybko widoczne są "ubytki", jednak jaśniejsze kolory pięknie zjadają się od środka i w ciągu dnia wystarczy poprawić pomadkę dosłownie kilka razy. W większości są mocno napigmentowane i już jedna warstwa wystarcza żeby ładnie pokryć usta kolorem.


PIERRE RENE MATTE FLUID LIPSTICK (18,99 PLN)


Matowa pomadka Pierre Rene Matte Fluid Lipstick ma identyczne opakowanie co Hean. Przez to testując ją spodziewałam się kolejnych podobieństw (pomadka Hean jest nowsza, ale Pierre Rene kupiłam w tym samym czasie). Pierre Rene, po pierwsze, powala pigmentacją. Wystarczy jedna, cienka warstwa pomadki i usta są perfekcyjnie pokryte jednolitym, intensywnym kolorem. Po drugie pomadka Pierre Rene ma gęstszą, bardziej kremową konsystencję i, przez nią, nieco dłużej zastyga. Wykończenie, które pozostawia na ustach to naturalny, delikatnie satynowy mat. Wygląda bardzo ładnie, nie przesusza ust i, co najważniejsze, jest bardzo trwała. Na pewno przetrwa na ustach około 3-4 godzin bez poprawek, nawet podczas jedzenia i picia. Do wyboru jest osiem odcieni, w większości są to kolory intensywne (z których każda fanka czerwieni, fioletów i intensywnych róży, wybierze coś dla siebie), ale delikatniejsze odcienie nude też znajdziecie.




SEMILAC MATT LIPS (35 PLN)


Matowe pomadki w płynie Semilac Matt Lips, współtworzone przez Maxineczkę, czyli najgorętsza premiera zeszłego roku. Pomadki w odcieniach dopasowanych do najpopularniejszych kolorów lakierów hybrydowych Semilac, z mega wygodnym aplikatorem, o przyjemnej formule. Semilac Matt Lips są świetnie napigmentowane, już jedna cieniutka warstwa pozwala równomiernie pokryć usta kolorem. Pomadka zastyga dość szybko, dlatego trzeba pracować z nią sprawnie, jeśli źle wyrysujemy kontur ust. może być problem z poprawieniem go. Pomadki Semilac bardzo ładnie wyglądają na ustach (mój ulubieniec to ostatnio Glossy Cranberry), nie przesuszają ich i całkiem długo się utrzymują, ale to zależy w dużym stopniu od koloru. Mój zdecydowany faworyt wśród matowych pomadek!

Na pewno macie swoje ulubione matowe pomadki! W komentarzach zostawcie swoje typu, napiszcie też za co je lubicie. 


3 komentarze:

  1. Nie przepadam za matowymi pomadkami, wysuszają mi usta na wiór :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiekne sa te pomadki, ciesze sie ze Polskie marki wypuszczaja tak dobre kosmetyki :D

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz! Komentarze są dla mnie najlepszą motywacją do dalszego pisania i rozwijania mojego miejsca w sieci. ❤

Jeśli mój blog spodobał Ci się i dołączyłeś do obserwatorów daj o tym znać w komentarzu abym mogła Cię odwiedzić ❤