środa, października 10, 2018 9

NOWOŚCI OD LIRENE | JESIEŃ 2018


Największą przyjemnością z prowadzenia bloga kosmetycznego jest pokazywanie Wam tych wszystkich nowości! Tym razem w moje ręce (i na moją twarz) trafiły jesienne nowości pielęgnacyjne od Lirene, o których z przyjemnością dzisiaj z Wami porozmawiam.

Lirene to jedna z moich ulubionych polskich marek kosmetycznych, oferujących produkty pielęgnacyjne. Kosmetyki Lirene są dobrej jakości, a jednocześnie ich ceny są bardzo przyjazne dla portfela. Wśród nowości na jesień znalazły się kremy, kosmetyki do mycia twarzy, maseczki, a także produkty do pielęgnacji ciała. Wszystko w pastelowych, wesołych kolorach odganiających jesienną chandrę. 


KOSMETYKI DO TWARZY


SERUM SPEKTAKULARNIE ODMŁADZAJĄCE RADICAL REPAIR NIGHT THERAPY 10%


Pierwszy produkt z jesiennych nowości Lirene, który zaczęłam testować. Mam suchą skórę, która potrzebuje bardzo dużo nawilżenia, dlatego uwielbiam pod każdy krem nakładać dodatkowo serum. Do niedawna było to serum Skincode, jednak niedawno wykończyłam je i musiałam znaleźć coś nowego. Serum Lirene na pewno z powodzeniem je zastąpi. Jest to serum z serii Lab Therapy, które ma intensywnie nawilżać cerę suchą i odwodnioną, a dzięki temu sprawić, że będzie wyglądała na odmłodzoną. Użyłam go już kilka razy, serum rzeczywiście daje przyjemne uczucie nawilżenia (nawet bez nałożenia kremu), a do tego przecudownie pachnie.



MIODOWA MASKA DO MASAŻU TWARZY


Jeszcze jeden kosmetyk z serii Lab Therapy, który znalazłam w jesiennej przesyłce PR-owej od Lirene to miodowa maska do masażu twarzy. Maska bardzo mnie zaskoczyła, nie spodziewałam się po niej za dużo, a okazała się ona prawdziwą bombą nawilżenia dla mojej suchej cery. Maska ma przyjemny miodowy zapach i konsystencję, która także przypomina konsystencję lekko lejącego miodu. Konsystencją przypomina miód także przez swoją lepkość, nałożony na skórę początkowo jest bardzo lepki i nie chce współpracować kiedy zaczynamy masować twarz, jednak dzięki ciepłu dłoni zmienia konsystencję na bardziej oleistą i gładko sunie po skórze. Po masażu trzymamy maskę na twarzy około 10 minut i po tym czasie zmywamy ją wodą. Po zmyciu maski skóra jest lekko ściągnięta, ale wyraźnie bardziej miękka i gładziutka. Idealny efekt nawilżenia pojawia się po nałożeniu na tak przygotowaną skórę serum, o którym pisałam wcześniej.


KREM PREBIOTYCZNY OCHRONA + NAWILŻENIE CITY PROTECT


Po masce i serum przyszedł czas na krem. Krem Lirene, który testowałam to krem do cery wrażliwej z serii City Protect.  Krem ten ma chronić skórę przed miejskimi zanieczyszczeniami i niwelować ich działanie na nią. Cera pod wpływem miejskiego powietrza może stać się szarawa, pozbawiona zdrowego blasku, takiej skórze na pomoc przychodzi krem Lirene. Krem City Protect jest gęsty, ma kremową konsystencję i szybko się wchłania. Skóra jest przyjemnie nawilżona, ale nie lepka. Krem nadaje się jako baza pod makijaż.





MIĘTOWY ŻEL PEELINGUJĄCY

Żel z zatopionymi drobinkami peelingującymi wielkości ziarenek cukru. Przez to, że drobinki są trochę większe, żel jest mniej delikatny dla skóry i mocniej ją peelinguje. Po jego użyciu skóra jest gładsza i wyraźnie bardziej miękka, znikają wszystkie suche skórki.


MIGDAŁOWY KREMOWY ŻEL MYJĄCY


Bardzo gęsty, kremowy żel do mycia twarzy. Delikatnie oczyszcza skórę, nie pozostawiając nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Żel ma bardzo przyjemny, lekko słodki zapach. Nie wyróżnia się właściwie niczym, ale polubiłam go i używam z przyjemnością. 


PEELING DROBNOZIARNISTY


Zakochałam się od pierwszego użycia! Nie spodziewałam się po nim cudów, a już po pierwszym kontakcie peelingu z moją skórą poczułam, że to będzie miłość. Peeling jest delikatny dla skóry, ale po jego użyciu widać różnicę, skóra jest gładsza, milsza w dotyku i przygotowana na kolejne kosmetyki pielęgnacyjne. A na dodatek przepiękny borówkowy, słodki zapach niesamowicie umila mi jego używanie. Drobinki peelingujące są tak drobniutkie, że praktycznie ich nie widać.


MASKI PEEL OF


Maski typu Peel Of lubię prawie tak samo jak te w płachcie. Taką maskę wystarczy nałożyć na skórę, poczekać aż zaschnie i na koniec taką zastygniętą po prostu ściągnąć z buzi. Maseczki Lirene są w proszku, dlatego dochodzi jeszcze etap przygotowania ich do nałożenia na twarz. Proszek z saszetki należy przesypać do miseczki i połączyć z wodą (z ilością, która zmieści się w wyznaczonej części saszetki). Taką miarkę wody mieszamy z proszkiem aby powstała gładka masa. Maskę nakładamy na twarz na około 10-15 minut i po tym czasie ściągamy. Do wyboru mamy cztery rodzaje:
1. Rewitalizująca maska z witaminą C
2. Algowa maska głęboko nawilżająca
3. Regenerująca maska z olejkiem rozmarynowym
4. Napinająca maska z 24k złotem i perłą



KOSMETYKI DO CIAŁA


ULTRA NAWILŻAJĄCY KREM DO RĄK "MINERAŁY Z MORZA MARTWEGO"

 

Krem do rąk to kosmetyk po który sięgam kilka, a może nawet kilkanaście razy dziennie. Moja skóra jest z natury sucha i na moich dłoniach najbardziej to widać. Odbija się na nich każda zmiana pogody, dlatego muszę potrójnie o nie dbać. Krem do rąk Lirene dobrze je nawilża, używam go właściwie po każdym myciu rąk więc jest już dokładnie przetestowany. Nie zauważyłam w nim żadnego innowacyjnego działania, ale ręce są perfekcyjnie nawilżone.


RĘKAWICZKI ODMŁADZAJĄCE "IDEALNE DŁONIE"


Rękawiczki nasączone esencją, która ma za zadanie mocno odżywić i nawilżyć skórę dłoni. Zakładamy je na około 30 minut. Muszę przyznać, że dla mnie było to niezwykle niewygodne i ciężko było mi wytrzymać w nich aż tyle czasu! Mimo włożonego trudu (30 minut nic-nie-robienia w momencie kiedy mam małe dziecko było bardzo trudne) nie zauważyłam efektów o których warto byłoby pisać. Dłonie były nawilżone, ale taki sam efekt uzyskuje używając dobrego kremu do rąk.


ROZŚWIETLAJĄCO- NAWILŻAJĄCE MLECZKO DO CIAŁA "ALGA PURPUROWA"


Na koniec zostawiłam mleczko do ciała. Nie jestem fanką balsamów i mleczek do ciała, głównie dlatego, że zapominam ich używać i większość czasu leżą one i kurzą się na półce w łazience zabierając miejsce innym kosmetykom. W przypadku mleczka do ciała Lirene bardzo spodobała mi się forma aplikacji. Dzięki temu, że mleczko jest zamknięte w buteleczce z atomizerem, łatwiej i szybciej nakłada mi się je na skórę. Wystarczy kilka razy spryskać skórę i szybko zmasować produkt. Spodobał mi się też efekt rozświetlenia, który dają mikroskopijne złote drobinki. Wiecie jak uwielbiam rozświetloną skórę! Głównie dlatego z przyjemnością go używam i traktuje prawie jak "makijaż do ciała".

Który kosmetyk spodobał się Wam najbardziej? Co widziałybyście w swojej pielęgnacji?



 

 

Post był dla Ciebie pomocny? Ciekawy? Podziel się nim z przyjaciółmi klikając na ikonki Social Mediów, które widzisz poniżej.

9 komentarzy:

  1. Już od jakiegoś czasu spoglądałam w drogerii na to mleczko do ciała. Od kupna powstrzymywały mnie zapasy ;) Uwielbiam peeling enzymatyczny do twarzy od Lirene:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej ciekawi mnie krem do rąk i miętowy żel peelingujący :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko mi sie podoba, a ochote mam na serie LAB :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem ci Agatko że wszystko mnie zainteresowało.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz! Komentarze są dla mnie najlepszą motywacją do dalszego pisania i rozwijania mojego miejsca w sieci. ❤

Jeśli mój blog spodobał Ci się i dołączyłeś do obserwatorów daj o tym znać w komentarzu abym mogła Cię odwiedzić ❤