Najnowsza kolekcja Daniela Sobieśniewskiego "Simplicity is beauty" dla Kobo Professional to chyba najcięższa do kupienia kolekcja w tym roku. Przyznam, że trochę się nachodziłam zanim ją znalazłam. Nie wspominając już o kupieniu jej przez internet. 


Na stronie Drogerii Natura kolekcja pokazała się przez jeden dzień, od razu z napisem "brak towaru". Później już nawet to nie chciało się wyświetlać. Na szczęście parę dni po oficjalnej premierze (21.10) cała kolekcja w końcu zawitała do Natury w moim mieście i mogłam kilka rzeczy kupić. Niestety akurat tej bazy na powieki, na której zależało mi najbardziej nie było już pierwszego dnia, ale trudno, może jeszcze kiedyś uda mi się ją dokupić. Dzisiaj będziemy oceniać cztery elementy z tej kolekcji:

  • pomadkę I Love Lipstick w odcieniu Taupe Nude
  • tint/bazę w odcieniu Brownie
  • tint/bazę w odcieniu Green Sugar
  • paletę cieni "Simplicity is Beauty" 

 

Wybrałam dla siebie te kosmetyki, które najbardziej mi się spodobały (no, oprócz tintu Cookie Latte, którego po prostu już nie było) i które wydawało mi się, że będą dobrze sprawdzać się przy moim typie urody. Ale to będziecie mogły ocenić zaraz, kiedy zobaczycie makijaż krok po kroku. 

 




 

 

PALETA CIENI DANIEL SOBIEŚNIEWSKI X KOBO "SIMPLICITY IS BEAUTY"


Palety cieni tworzone przez Daniela Sobieśniewskiego zawsze utrzymane są w aktualnych trendach. Tym razem nie mogło być inaczej i możemy cieszyć się paletą, którą z łatwością (i w przystępnej cenie!) wyczarujemy modny teraz makijaż typu nude, który możemy przełamać delikatnym, kolorowym akcentem. W palecie Simplicity is Beauty znalazło się aż 18 cieni. 13 cieni to maty, 5 cieni to błyski. Taki stosunek matów do błysków wydaje mi się ok: mając większy wybór matowych kolorów łatwiej stworzyć bazę makijażu, a błyski tylko dopełniają makijaż. 

Podoba mi się też ułożenie cieni: widać, że są one ułożone z pomysłem, a nie wrzucone do palety "na chybił trafił". Na początku palety mamy cienie najjaśniejsze: beże, delikatne brązy, później jest kilka mocniejszych i delikatniejszych akcentów kolorystycznych, następnie wszystkie błyski i ostatnim cieniem w palecie jest czerń. Czerń mogłaby być lepsza, ale samo to, że jest, jest dużym plusem: w palecie znalazł się jasny beż (w dwóch odcieniach) oraz czerń, co sprawia, że paleta jest kompletna i możemy zrobić nią pełny makijaż. 

Udało mi się przetestować w makijażu większość matów i kilka błysków. Kolory, na które na razie nie miałam pomysłu na razie zostały przeze mnie tylko zeswatchowane, ale mam swoje przemyślenia na temat wszystkich cieni. Zacznijmy od matów. Trzeba przyznać, że ich jakość jest na wysokim poziomie, są dobre, a nawet lepsze od niektórych wysoko półkowych cieni, które mam lub miałam. Cienie matowe są bardzo dobrze napigmentowane, poleży nabierania na pędzel mocno pylą (podobnie jak cienie ABH). Na powiekach szybko się rozcierają, bez większego wysiłku. Żaden kolor, nawet ciemniejszy, nie zrobił mi plam ani dziur na powiekach. Cienie dobrze się ze sobą łącza, można stworzyć między nimi płynne przejścia. Wszystkie maty są miękkie, aksamitne, bardziej mokre niż suche (jeśli wiecie co mam na myśli). Świetna paleta matów (których jest aż 13!) za rozsądną cenę. Zapłaciłam za nią 39,99 złotych i podejrzewam, że każda z Was w takiej cenie ją kupi (szczególnie, że promocja na nią była od dnia premiery). 

Błyski są różne. Mamy tu kilka różnych formuł i wykończeń (a jest ich tylko 5). "Lucky" jest błyskiem bardzo naturalnym, satynowym, dobrze sprawdza się jako cień przejściowy, między matem a konkretniejszym błyskiem. "Euphoria" i "Pensive" to bardzo miękkie cienie, które w dotyku są wręcz mokre i taki efekt dadzą na powiece, zdecydowanie to "Euphoria" jest moim ulubionym błyskiem z tej palety. "Untroubled" i "Slow" to takie klasyczne perły, sprawdzą się zawsze, chociaż nie jest to nic odkrywczego. Z tych dwóch kolorów bardzo lubię "Untroubled", który jest delikatnym złotem i przy dziennym makijażu wygląda na powiece dobrze nawet solo.


WODOODPORNE TINTY/CIENIE W KREMIE I LOVE TINT 

 

W kolekcji Simplicity is Beauty znalazło się pięć tintów. Możemy ich używać jako samodzielnych kremowych cieni do powiek (chociaż według mnie słabo wypadają w tej roli) lub jako kolorowych baz, podbijających cienie prasowane lub sypkie. Ja polubiłam używać ich jako baz, moim zdaniem sprawdzają się w tej roli tak samo dobrze jak Colorfixy od Danessa Myricks. 

Bazy nakładam na powiekę palcem, a następnie rozklepuje je również palcem i ich granice rozcieram syntetycznym pędzlem. Trzeba z nimi pracować bardzo szybko, ponieważ szybko zastygają. Ale bez obaw: można je dobrze rozetrzeć, a dzięki temu dalszy makijaż jest o wiele łatwiejszy i szybszy. Kiedy mamy roztarty tint, możemy już tylko nałożyć ciemniejsze cienie na powiekę ruchomą, a nad załamaniem zostawić właśnie tą roztartą "chmurkę", którą zrobił tint. 

Tinty od Kobo zastygają i stają się całkowicie wodoodporne, co sprawia, że makijaż jest niesamowicie trwały. Nie straszna mu łzawiąca powieka czy deszcz: nic nie rozmyje makijażu stworzonego na bazie tego tintu. I to jest super. I właśnie dzięki temu możemy stawiać go na równi z takimi produktami jak Danessa Myricks Colorfix. Czy widzę między nimi jakieś różnice? Baza od Danessa jest trochę mocniej napigmentowana i ma trochę inną, bardziej kremowo- śliską formułę. Tint z Kobo wydaje się trochę bardziej suchy, ale ostatecznie kiedy zaschną oba produkty zachowują się tak samo. 

Minusem jest wybór kolorów: Danessa Myricks ma dziesiątki kolorów i wykończeń. Z Kobo mamy aktualnie tylko 5 i wydaje mi się, że będzie to produkt sezonowy, bez szans na rozwiniecie linii kolorów, ale… Obym się myliła. Byłoby super gdyby był wprowadzony do stałej sprzedaży. 

Oba kolory, które kupiłam, sprawdzają mi się fajnie, dlatego być może dokupię jeszcze inne, nawet te, które wydawały mi się mało przydatne dla mnie. 

 



 

 

POMADKA I LOVE LIPSTICK 

 

Ostatni element kolekcji to pomadka I Love Lipstick, która dostępna jest w 6 odcieniach nude. Najbardziej spodobał mi się Taupe Nude i to był strzał w 10, wygląda na moich ustach idealnie i wiem, że będę go często używać. Formuła pomadki, która jest bardzo kremowa i idealnie rozkłada się na ustach, też bardzo przypadła mi do gustu. Po nałożeniu pomadki usta wydają się gładsze, jej wykończenie nie jest matowe, ale nie jest to też błysk. Pomadka wygląda bardzo elegancko, komfortowo się nosi, a jej trwałość „jest ok”. Nie jest to pomadka zastygająca, dlatego nie można się po niej spodziewać całodziennej trwałości, ale jak na to, że praktycznie nie czuć jej na ustach i cały czas można ją rozetrzeć i tak utrzymuje się bardzo dobrze.

Taupe Nude to kolor, który sprawdzi się u osób z neutralnym lub chłodnym typem urody. U osób ze zdecydowanie ciepłą karnacją może wyglądać szaro.

Spodobało mi się tez opakowanie pomadki, które wygląda jak opakowanie zdecydowanie droższego produktu. Nie znam innych pomadek Kobo w sztyfcie, wiec nie wiem czy te opakowania to norma, ale sztyft I Love Lipstick jest złoty i zamyka się na magnes. Fajne rozwiązanie, bardzo „gadżeciarskie”, które sprawia, że mam pewność, że pomadka sama nie ma szans się otworzyć w torebce. 




 

MAKIJAŻ KROK PO KROKU

 

Żeby przetestować możliwości tej palety i tintów. No i oczywiście pomadki. Przygotowałam dla Was szybki tutorial z bardzo prostym makijażem. Myślę, że każda z Was jest w stanie sobie z nim poradzić. Zobaczcie, których kolorów użyłam i jak wygląda pigmentacja tych kosmetyków "w akcji". 

1. Zaczynam oczywiście od przygotowania powieki. U mnie pierwszym elementem makijażu jest podkreślenie brwi, następnie na całą powiekę nałożyłam korektor, żeby wyrównać jej koloryt i ukryć wszystkie żyłki i przebarwienia, które mogłyby psuć efekt makijażu.  


 

2. Teraz na całą powiekę ruchomą nakładam palcem tint Kobo w kolorze Brownie. Tint wklepuje palcem, a jego granice rozcieram syntetycznym, puchatym pędzlem. 




3. W zewnętrznym kąciku oka wklepuje cień "Happy" z palety Simplicity is Beauty. Bliżej linii rzęs przyciemniam go dodatkowo cieniem "Moved", z kolei nad załamaniem powieki dodaje jaśniejszy brąz "Delighted".


4. Na środek ruchomej powieki nakładam połyskujący cień "Euphoria", między nim a matowym cieniem w zewnętrznym kąciku dodaje jeszcze cień "Lucky". Z kolei na środek powieki wklepuje jeszcze odrobinę "Untroubled" żeby troszkę tą okolicę rozjaśnić. Sam wewnętrzny kącik oka to znów powrót do matów. Używam cieni "Rought", "Pride" i "Mild", które dają mi delikatnie brzoskwiniowy kolor w wewnętrznym kąciku oka. Taki kolor fajnie podbije zieloną tęczówkę.


 

5. Na dolną powiekę nakładam zielony tint Green Sugar. Na niego w zewnętrznym kąciku oka nakładam ciemny cień "Blissful", który dodatkowo wzdłuż linii rzęs przyciemniam czernią "Sensitive". Na środku powieki nakładam zielony cień "Excited", który łączę ze złotem "Euphoria". Złoto nakładam prawie do wewnętrznego kącika oka, ale sam kącik dodatkowo rozświetlam cieniem "Pensive", który ma różowe drobinki i fajnie łączy się z brzoskwiniowym cieniem, którego użyłam na górnej powiece.  

 

 

 6. Linię wodną przyciemniam czarną kredką. U mnie to kredka Inglot Kohl Pencil 01.

 

 

7. Na koniec maluję rzęsy i doklejam pasek sztucznych.

 

 

Kolekcja jest bardzo interesująca i warto zainteresować się nią, szczególnie pod kątem tintów, które są nowością w drogerii i wydaje mi się, że będą tylko w tej kolekcji limitowanej. Paleta też jest bardzo dobrej jakości, ale wiem, że podobne palety na pewno będą jeszcze w przyszłości w Kobo (poprzednie palety we współpracy z Danielem też były super, dlatego nie spodziewam się niczego innego). Pomadki są piękne i jeśli szukacie nudziaków w bardzo przystępnych cenach to zdecydowanie musicie wybrać się do Natury.

 

Macie już coś z kolekcji Kobo Simplicity is Beauty? 

 


 



 



2 komentarze:

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz! Komentarze są dla mnie najlepszą motywacją do dalszego pisania i rozwijania mojego miejsca w sieci. ❤

Jeśli mój blog spodobał Ci się i dołączyłeś do obserwatorów daj o tym znać w komentarzu abym mogła Cię odwiedzić ❤