środa, września 05, 2018 2

NAJWIĘKSZE BUBLE OSTATNICH MIESIĘCY

kosmetyczne buble makijaż

Nieczęsto pokazuję Wam kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły. Wychodzę z założenia, że o wiele lepiej jest wykorzystać energię, miejsce na stronie i Wasz czas na pokazywanie kosmetyków, które są na prawdę dobre i które z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Dzisiaj zrobię wyjątek i pokażę Wam kosmetyki, które kupiłam pod wpływem blogosfery, a które dla mnie okazały się totalnymi bublami. 


YOUTUBE MADE ME BUY IT


Jak często kupujecie kosmetyki pod wpływem recenzji na blogach i kanałach YouTube? Ja niestety często. Jestem bardzo podatna na tego typu "reklamę" i serce bije mi szybciej na widok kosmetycznych nowości. Na szczęście wszystkie kosmetyki testuję najpierw na sobie i dzięki temu wiem czy mogę polecić je Wam albo używać na moich Klientkach. 

Wśród moich bubli najczęściej są kosmetyki kupione przez internet, których nie mogłam wcześniej obejrzeć na żywo, ale także takie na które miałam wielką ochotę, a nie były dostępne ich testery. Najczęściej są to kosmetyki do makijażu twarzy, same wiecie, że takie produkty ciężko ocenić po zeswatchowaniu w sklepie, a nawet po jednorazowym nałożeniu makijażu. Zanim opowiem Wam jakie produkty i dlaczego są dla mnie bublami, chciałabym żebyście pamiętały, że coś co nie sprawdziło się u mnie, dla Was może być największym hitem. Każda z nas ma inne oczekiwania, inną skórę i każdy kosmetyk będzie na niej działał inaczej.


KOSMETYKI, KTÓRE NIE SPRAWDZIŁY SIĘ U MNIE 



Przygotowując ten wpis przejrzałam moją toaletkę i wybrałam osiem kosmetyków, które leżały zepchnięte na jej dno przez to, że nie chciałam już więcej na nie patrzeć. Kiedy zrobiłam zdjęcia okazało się, że znalazłam jeszcze kilka rzeczy, które nadawałyby się do opisania dzisiaj, ale ostatecznie zostawiłam je na kolejny post z bublami. Na pewno w ciągu kilku miesięcy uzbieram jeszcze kilka kosmetycznych bubli. Ale przejdźmy do rzeczy! Poniżej możecie zobaczyć listę ośmiu kosmetyków, które kompletnie nie sprawdziły się u mnie, ani u żadnej innej osoby u której je testowałam.


ANASTASIA BEVERLY HILLS CONTOUR CREAM KIT (259 PLN)


Bardzo długo marzyłam o palecie do konturowania od Anastasii Beverly Hills i początkowo byłam nią zachwycona. W palecie jest sześć różnych wkładów- pięć z nich to kolory do konturowania, a ostatni to kremowy rozświetlacz. Niestety tylko rozświetlacz jest moim zdaniem wart uwagi (➥ Błyszczące cienie i rozświetlacze Top 10). Reszta kolorów szybko staje się tępa, sucha. Nie chcą rozcierać się na żadnym podkładzie i tworzą bardzo nieestetycznie wyglądające plamy. Początkowo myślałam, że to wina mojej suchej cery (chociaż kremowe konturowanie szczególnie na takiej cerze powinno się sprawdzać), niestety testowałam ją na różnych osobach i z różnymi podkładami oraz pudrami i za każdym razem byłam zawiedziona efektem a makijaż nadawał się tylko do zmycia.


SMASHBOX STUDIO SKIN FOUNDATION (169 PLN)


Podkład Smashbox jest tak osławiony w internecie, że na pewno już o nim słyszałyście! Niestety (na moje nieszczęście) nie słyszałam żeby ktoś mówił o nim źle. Podkład próbowałam nakładać na moje ulubione bazy, na zwykły krem na dzień, a na koniec na bazy Smashbox (z którymi moim zdaniem powinien wyglądać najlepiej), ale w żadnym przypadku nie wyglądał u mnie dobrze. Na mojej suchej skórze podkład bardzo szybko warzy się, powstają dziury m.in na nosie, podkład kompletnie nie chce stapiać się z moją skórą. Myślałam, że to kwestia mojej cery, niestety podkład nie wyglądał dobrze na nikim komu próbowałam go nakładać. Wśród odcieni podkładów Studio Skin przeważają żółte odcienie, co na pewno dla wielu z Was będzie plusem, niestety dla mnie wyzwaniem było znaleźć kolor dla siebie. Jedyne neutralne kolory były za jasne, a ciemniejsze są już mocno żółte.


WIBO SECOND SKIN (29 PLN)


Największe kosmetyczne nieporozumienie ostatnich miesięcy. Podkład Wibo Second Skin był reklamowany bardzo długo, a ja bardzo chciałam go przetestować. Nadal jest to nowość i całkiem niedawno opowiadałam Wam co o nim myślę ➥ Wibo Second Skin. Myślałam, że będzie to jeden z lepszych podkładów w drogeriach, niestety mimo, że Wibo robi coraz lepsze kosmetyki, podkłady ciągle nie są takie jakie powinny być. Podkład bardzo szybko ściera się z nosa (chociaż uważam żeby nie dotykać twarzy w ciągu dnia) i już po 2-3 godzinach zaczyna się brzydko świecić. O tym, że oceniam go tak źle ostatecznie przesądziło to, że bardzo mocno się utlenia.


URBAN DECAY ALL NIGHTER CONCEALER (119 PLN)


Na premierę tego korektora w perfumeriach Sephora czekałam bardzo długo. I niestety zawiodłam się. Myślałam, że będzie to mocno kryjący korektor o lżejszej konsystencji niż MUFE Full Cover, który chciałam zastąpić właśnie czymś delikatniejszym nie tracąc efektu mocnego krycia. Korektor Urban Decay All Nighter rzeczywiście ma całkiem dobre krycie, niestety nie zastyga w stu procentach i bardzo szybko wchodzi w zmarszczki mimiczne. Korektor próbowałam utrwalać najróżniejszymi pudrami, niestety z żadnym się nie polubił. Najgorsze jest jednak to, że brzydko ciastkuje się na skórze, co dla mnie jest nie do przyjęcia.

kosmetyczne buble makijaż


NABLA CLOSE UP STAY FULL SMOOTH CONCEALER (70 PLN)


Kolejne kolekcje Nabla bardzo kuszą. Kiedy zobaczyłam, że marka wypuszcza swoje korektory i puder nie mogłam się oprzeć i zamówiłam komplet dla siebie. Korektor jest bardzo zachwalany przez youtuberki i to ostatecznie przekonało mnie, że i ja powinnam go używać. Niestety to nie jest produkt dla mnie, o moich doświadczeniach z nim mogłyście już przeczytać w prezentacji całej kolekcji ➥ Nabla Close Up, jeśli jeszcze jej nie czytałyście musicie nadrobić. Korektor Nabla bardzo szybko warzy się na mojej skórze, żaden z moich ulubionych pudrów nie daje sobie rady z jego utrwaleniem i już po 2-3 godzinach korektor ląduje w zmarszczkach mimicznych i daje efekt ciastka. Nie sprawdził się u mnie ani jako korektor pod oczy, ani jako korektor na niedoskonałości.


BOBBI BROWN NATURAL INSTANT FULL COVER CONCEALER (159 PLN)


Prawdopodobnie najgorszy zakup ostatnich miesięcy. Korektor Bobbi Brown "chodził" za mną już od dawna. Mimo, że nie jest popularny w internecie wzdychałam do niego z utęsknieniem i obiecywałam sobie, że kiedyś będzie mój. Aż w końcu go kupiłam. Korektor w sklepie wydawał mi się ok. Pozwoliłam nawet nałożyć go sobie pod oczy konsultantce, mimo mojej niechęci do makijażu testerami (➥ Makijaż u wizażysty czy w centrum handlowym?) i ostatecznie zdecydowałam się na jasny, delikatnie wpadający w żółte tony kolor. Niestety korektor pod oczami wygląda fatalnie, jego konsystencja jest bardzo gęsta i tłusta, nie jest to korektor zastygający, a na dodatek nie lubi się z większością pudrów z którymi mogłam go przetestować. Podobnie do korektora Nabla Close Up bardzo szybko warzy się i daje efekt ciastka.


KAT VON D LOCK IT POWDER (145 PLN)


Puder Kat Von D, tak szeroko polecany w internecie do Bakingu, jest dla mnie zbyt suchy do nakładania w okolicy oczu. Moja skóra jest sucha, ale utrwalanie korektora metodą Bakingu sprawdza się u mnie bardzo dobrze, potrzebny jest jednak bardzo drobno zmielony, niebielący puder. Niestety puder Kat Von D pozostawia na skórze mocny kolor, który brzydko rozbiela okolicę pod oczami i daje ostatecznie efekt pandy. Tak samo działa nałożony na całą twarz- rozjaśnia podkłady i twarz wygląda bardzo blado.


MAYBELLINE SUPER STAY MATTE INK (30 PLN)


Pomadki, które jeszcze przed premierą w Polsce zrobiły na blogach i YouTubie olbrzymi szał wśród miłośniczek makijażu, u mnie okazały się zupełnie nietrafione. Mam tylko jeden kolor, ale nie zachęcił mnie on do przetestowania kolejnych. Mój odcień to dzienny, delikatny brzoskwiniowy kolor, który powinien idealnie sprawdzić się na co dzień. Co zniechęciło mnie do tych pomadek? Pomadki Maybelline Super Stay Matte Ink zaraz po nałożeniu bardzo mocno się kleją. Może nie byłby to problem gdyby to uczucie szybko znikało, ale utrzymuje się na ustach przez długi czas i nawet kiedy usta wydają się już suche wystarczy napić się wody i nieprzyjemne klejenie powraca. Nie podoba mi się też to, że przez to klejenie pomadka nie zjada się od środka, ale wręcz odchodzi płatami od ust. Wieczorem jej resztki ciężko zmyć (więc rzeczywiście jest długotrwała), ale co z tego skoro usta wyglądają koszmarnie? Nie ma też mowy o dołożeniu kolejnej warstwy pomadki bo na ustach zrobi się skorupa. Nie wiem czy jestem jedyną osobą u której pomadka Matte Ink się nie sprawdziła, ale ja nikomu bym jej nie poleciła.

A jakie kosmetyki u Was okazały się totalnymi bublami? 



 

Post był dla Ciebie pomocny? Ciekawy? Podziel się nim z przyjaciółmi klikając na ikonki Social Mediów, które widzisz poniżej.

2 komentarze:

  1. Żadnych z tych bubli (na szczęście) nie kupiłam, chociaż miałam chęć na podkład z Wibo. Masz rację, ta marka ma coraz lepsze kosmetyki, niektóre są naprawdę super :) Jednak po Twojej recenzji na pewno ta śliczna buteleczka nie znajdzie miejsca w mojej kosmetyczce, a szkoda :)
    Pozdrawiam serdecznie, Juliet Monroe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy w życiu nie kupiłabym nic co jest polecane na yt. Producenci wycwanili się na tyle że podpisują różne deale z twórcami. Zachwalają, pokazują że niby używają danych produktów a w rzeczywistości robią to byleby się kasa zgadzała. I to jest dramat.
    ___
    Pozdrawiam - DaryZdrowia

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz! Komentarze są dla mnie najlepszą motywacją do dalszego pisania i rozwijania mojego miejsca w sieci. ❤

Jeśli mój blog spodobał Ci się i dołączyłeś do obserwatorów daj o tym znać w komentarzu abym mogła Cię odwiedzić ❤