środa, października 16, 2019

POLSKIE NOWOŚCI DROGERYJNE {ROSSMANN; HEBE; DROGERIE NATURA} | CO WARTO KUPIĆ?



W drogeriach pojawiło się sporo jesiennych nowości. Na pewno część z Was planuje małe (albo większe) zakupy i zastanawia się, które z tych kosmetyków zasługują na uwagę. Postaram się rozwiać Wasze wątpliwości i pokaże Wam kilka nowych produktów z drogerii, na które powinnyście zwrócić szczególną uwagę.



DROGERYJNE NOWOŚCI



Nie byłam pewna czy posegregować kosmetyki w tym wpisie drogeriami, w których je znajdziecie, rodzajem produktu czy markami. Ostatecznie postawiłam na podział według marek, mam nadzieję, że dzięki temu najłatwiej będzie się Wam w tym gąszczu kosmetyków odnaleźć. Spróbuję przeprowadzić Was dzisiaj przez te nowości możliwie jak najszybciej i najbardziej bezboleśnie. Jesteście ciekawe co nowego znajdziecie w drogeriach? 




CHRISTIAN LAURENT


Christian Laurent to marka kosmetyków, która jest dostępna tylko w Rossmannie. Można powiedzieć, że to w połowie Polska nowość, ponieważ kosmetyki tej marki powstają we współpracy laboratoriów w Polsce i Francji. W ich ofercie znajdują się przede wszystkim kosmetyki pielęgnacyjne, ale i podkłady. Ostatnio pojawiły się podkłady mineralne, o płynnej konsystencji, których pełna nazwa to Pour La Beaute HD 4M Pixel Fusion Matujący Mineralny Podkład-Serum.


Podkład marki Christian Laurent zamknięty jest w szklanej buteleczce z pipetą. Jest bardzo wodnisty (przed użyciem trzeba go wstrząsnąć), wyjęty na dłoń szybko z niej spływa, ale rozcierany zmienia konsystencje, delikatnie zastyga i staje się bardziej pudrowy. Jego krycie jest lekkie, z możliwością budowania do średniego, a wykończenie satynowe, delikatnie świetliste. Wygląda na skórze bardzo naturalnie, nie podkreśla zmarszczek, suchych skórek, nie warzy się. Nałożony jedną warstwą palcami wygląda jakby go nie było, delikatnie wyrównuje koloryt skóry, ale tak pięknie się w nią wtapia, że momentami można zapomnieć, że ma się na sobie makijaż. Ja lubię do zdjęć trochę mocniejsze krycie, dlatego na filmiku możecie zobaczyć, że mieszam go z mocniej kryjącym podkładem Inglot.




EVELINE COSMETICS


W ofercie Eveline Cosmetics pojawia się tyle nowości, że momentami ciężko za nimi nadążyć! Dla mnie największym hitem tej jesieni jest podkład Satin Matt ze śluzem ślimaka. To podkład o średnim kryciu, które możemy budować do mocniejszego. Jego konsystencja jest gęsta, podkład najlepiej wygląda nałożony na twarz gąbeczką. Ma matowe wykończenie, ale nie bardzo suche i płaskie, a bardziej naturalne, satynowe. Podkład daje wrażenie wygładzonej skóry i dobrze się utrzymuje, jest dostępny w czterech odcieniach, jego swatche możecie obejrzeć we wpisie o promocji w Rossmannie.

Przeglądając szafy makijażowe w poszukiwaniu jesiennych nowości musicie zwrócić uwagę na jeszcze jeden produkt Eveline: pomadki w sztyfcie Oh My Kiss. Zwykle polecam Wam matowe pomadki, które są o wiele trwalsze, jednak tym razem robię wyjątek. Już samo to świadczy o tym, że to wyjątkowy produkt! Pomadki są niezwykle kremowe, w większości mają satynowe wykończenie i te bardzo polecam, ale jest w kolekcji także kilka perłowych np. nr 12. Swatche wszystkich kolorów obejrzycie w moim filmiku:


Ostatni produkt Eveline, który z pewnością przypadnie Wam do gustu, jeśli macie piękne gęste brwi lub po prostu nie lubicie ich mocno podkreślać, to Brow&Go. Brow&Go to mascara do brwi z włókienkami, która podkreśli naturalny kształt brwi i lekko je zagęści. Mascara dostępna jest w dwóch odcieniach. Nr 1 to jaśniejszy, cieplejszy brąz, z kolei nr 2 to głęboki brąz z chłodniejszymi tonami.






HEAN



Wśród nowości Hean znalazły się dwie, które zainteresowały mnie najmocniej. Pierwsza to puder Lightening Secret, przeznaczony pod oczy. Puder ma optycznie wygładzać skórę, sprawiać, że zmarszczki będą niewidoczne i rozświetlać okolicę pod oczami. Te obietnice rzeczywiście spełnia i świetnie sprawdza się na co dzień. Problemem jest jednak efekt flashback, przez który puder mocno odbija światło i na zdjęciach może wyglądać jak białe plamy. Więcej o pudrze przeczytacie we wpisie o trzech najlepszych (moim zdaniem) pudrach pod oczy.



KOBO COSMETICS


Zabijecie mnie za tą ilość nowości z Kobo! Ale wszystko jest tak wspaniałe, że musicie to mieć! Zacznijmy od kosmetyków, które znacie już z mojego bloga. Bronzery Sunny Speldor mogłyście poznać już latem.  Kolor nr 1 to bardzo fajny, chłodny (ale nie szary!) odcień do konturowania dla osób o chłodniejszym typie urody, nr 2 będzie idealny dla osób o troszkę cieplejszej skórze, a nr 3 świetnie sprawdzi się dla każdego do ocieplania twarzy (ten ostatni kolor ma w sobie delikatne drobinki). Bronzery rozcierają się praktycznie same i nie ma szans zrobić sobie nimi krzywdy. 
Kolejny produkt Kobo, który już na pewno znacie z moich wpisów i powinien znaleźć się w Waszych kosmetyczkach to paleta cieni  Desert Jewels. Znajdziecie w niej trzy cienie o połyskujących wykończeniach, którymi wyczarujecie różowo- złote makijaże typu glow. Ostatni "znajomy" kosmetyk to rozświetlacz w płynie Drop of Sun. Rozświetlacz dostępny jest w dwóch odcieniach, świetnie sprawdza się do rozświetlania dekoltu. Więcej o tych kosmetykach przeczytacie w jednym ze starszych postów ➥ wakacyjne nowości Kobo.





Ale Kobo wprowadza kolejne nowości, a ja mam co Wam pokazywać. Z aktualnie pojawiających się w Naturach nowości powinnyście zwrócić uwagę na trzy nowe odcienie cieni do powiek Pro Formula Eyeshadow, w kolorach idealnych na jesień. 234 to ładne, głębokie bordo, 235 to opalizująca na różowo biel, a 236 to lekko rudawe złoto. Wszystkie trzy cienie są błyszczące i mają miękką, jakby mokrą formułę. Minusem jest to, że są bardzo delikatne i najmniejsze uderzenie kończy się ich pokruszeniem. 

A skoro jesteśmy przy temacie błyszczących cieni, muszę wspomnieć o jeszcze jednej nowości, która w Naturach dopiero nieśmiało pojawia się na półkach: cienie Pro Formula FOIL Eyeshadow, które są (jak nazwa wskazuje) foliowe. Przepięknie błyszczą! Niektóre są bez drobinek i też są ok, ale prawdziwa magia to cienie z drobinkami! Ich formuła sprawia, że nakłada się je prawie jak cienie w kremie, a pigmentacja jest o wiele wyższa niż większości cieni kremowych. Obecnie mam trzy kolory i już mam ochotę na więcej. Efekt na oku jest porównywalny do Turbo Pigmentów z Glam Shop. Moje kolory: 802 róż z błękitnymi drobinkami, 803 ciepłe złoto ze złotymi drobinkami, 804 chłodniejsze złoto ze złotymi drobinkami (wydaje mi się, że to ten sam cień, który jest w palecie Desert Jewels). 

Ostatnie błyskotki warte uwagi to nowe pigmenty Fantasy Pure Pigment. WSZYSTKIE są warte uwagi! Kolory są niesamowite, efekt na oku bajeczny i porównywalny z o wiele droższymi produktami.





Pierwszy raz mam też pomadkę Kobo z serii Colour Trends i jeśli szukacie idealnego nudziaka, takiego nie za chłodnego, nie za różowego, ale też nie mocno brązowego to polecam Wam kolor Hazel Nude. Dla mnie idealny odcień nude. Może i Wam się sprawdzi? 

Na koniec (nie całkiem koniec, ale koniec produktów Kobo) całkowite nowość, którą mam dopiero od kilku dni czyli puder pod oczy Under Eye Brightening Powder. Puder jest bardzo ciekawym produktem, ładnie rozświetla okolice pod oczami, skóra w dotyku wydaje się gładka jak aksamit, ale nałożony w nadmiarze bieli skórę. Będę go jeszcze testować, ale jak na razie efekt, który widzę w lusterku mi się podoba, dlatego go Wam polecam.


LOVELY


Z Lovely mam cztery nowości: trzy Wam polecę, a jednej nie. Zacznijmy od rozświetlacza, którego nie polecam. Chodzi o Blink Blink Body&Face Highlighter, który jest mocno pudrowy, ma w sobie drobinki, ale nie błyszczą one tak jak bym się spodziewała i generalnie w tej cenie można kupić o wiele lepszy rozświetlacz, który będzie po prostu rozświetlał. Na dodatek jego odcień jest mocno pomarańczowy i wybija się na bledszej cerze.

Kolejne dwa rozświetlacze wypadają o wiele lepiej. To rozświetlacze sypkie Glow Wow w kolorach Gold i Silver. Te rozświetlacze wyglądają o wiele lepiej, bardzo ładnie odbijają światło. Mają w sobie drobinki, które widać na skórze, ale dobrze roztarte dają efekt tafli rozświetlania.

Ostatni kosmetyk to pomada do brwi Brow Master, która jest genialna! Wspominałam o niej już we wcześniejszych wpisach, ale myślę, że nie zaszkodzi pokazać ją jeszcze raz. Może któraś z Was jeszcze o niej nie słyszała? Pomada ma bardzo dobrą, masełkowatą konsystencję, na skórze zastyga i bardzo długo się utrzymuje. Świetna alternatywa dla drogich pomad ABH czy Kat Von D.





MYSECRET



MySecret też ma całkiem fajne nowości! Zaczniemy od tych, które najmniej mnie poruszyły, ale nadal są warte polecenia: palety cieni Hello Pretty. To potrójne palety mocno napigmentowanych cieni w ciekawych, szalonych kolorach. Paleta Flame to piękny żółty, brzoskwiniowy i ognista czerwień. Z kolei Dazzle Berry to trzy fiolety, z czego dwa jaśniejsze są połyskujące, a najciemniejszy jest matowy.

Bardzo za to spodobała mi się kolekcja rozświetlaczy i bronzerów! Pierwszy rozświetlacz Moonlight Pearls to jaśniutki odcień o delikatnym blasku, idealnym na co dzień. Sprawdzi się u osób, które lubią subtelne, bardzo naturalne rozświetlenie. Ale drugi rozświetlacz to prawdziwa petarda! Hello Princess to intensywny, prawie metaliczny rozświetlacz w szampańsko-brzoskwiniowym odcieniu, który pokochałam od pierwszego użycia. Pięknie się rozciera, idealnie stapia ze skórą i widać go z daleka. Ostatni produkt MySecret to podwójny, wypiekany bronzer Tropical Kiss. Składa się z dwóch kolorów, pierwszy to jaśniejszy, troszkę cieplejszy odcień, drugi jest ciemniejszy i lekko chłodniejszy. Możecie używać ich zmieszanych razem albo osobno. Ten bronzer daje niesamowicie naturalny efekt, a dokładając tylko ciemniejszego odcienia możecie trochę przyciemniać konturowanie. Pięknie się rozciera i idealnie stapia ze skórą i nałożonym rozświetlaczem. Jeden z najlepszych bronzerów drogeryjnych.









SENSIQUE


Najnowszy produkt Sensique, który zrobił na mnie olbrzymi wrażenie to paleta cieni Late Summer, której pigmentacja i kolory powalają! Te cienie są lepsze od cieni niektórych droższych marek, a w Naturze zapłacicie za nią około 50 złotych. Z matami bardzo przyjemnie się pracuje, idealnie się blendują i bardzo ładnie rozcierają ze sobą. Plusem jest też to, że można budować intensywność cieni nakładając kolejne warstwy cienia. Błyszczące cienie też są bardzo przyjemne, miękkie, o delikatnie mokrej formule.


WIBO


Nowości Wibo to przede wszystkim kolekcja kosmetyków we współpracy z Katosu. W kolekcji znalazły się linery do brwi (mam jaśniejszy), trzy pomadki (mam dwie), paleta cieni, rozświetlacz, beżowa kredka, eyeliner oraz trzy połyskujące cienie w kremie. Zacznijmy od palety cieni. Znajdują się w niej dwa wkłady podwójne i dwa pojedyncze. Pierwszy podwójny wkład to dwa cienie matowe. Mamy tu jaśniejszy i ciemniejszy brąz. Te dwa kolory wystarczą żeby stworzyć podstawę makijażu oka i ładnie je wymodelować. Ja nie do końca lubię formułę matów Wibo i te z palety Katosu także mnie nie zachwyciły. O wiele lepiej prezentują się cienie połyskujące. Kolejny podwójny wkład to właśnie piękne cienie o konsystencji foliowej: opalizująca na różowo brzoskwinia i jasne złoto. Kolejne dwa wkłady to wkłady pojedyncze. Pierwszy to jasnoróżowy cień opalizujący na niebiesko, którego możecie używać jako cienia albo jako rozświetlacza. Ostatni wkład to rozświetlacz o kremowej, miękkiej konsystencji, który daje mocny blask, ma w sobie miliony drobinek. To mój ulubiony produkt z tej palety i na pewno to jego najmocniej Wam polecam. Reszta palety jest ok, ale wiem, że nie będę sięgać po te cienie, a po rozświetlacz na pewno tak.

Kolejny produkt z tej kolekcji to matowe pomadki w płynie. Niestety to nie moja konsystencja i nie polubiłam się z nimi, ale naprawdę ładnie wyglądają na ustach. Pomadki szybko zastygają, mają całkowicie matowe wykończenie, ale w ciągu dnia mocno się kleją, a wiecie, że ja tego nie lubię. Nie są też tak trwałe jak np. pomadki Anastasia Beverly Hills czy OFRA, a ja już mocno przyzwyczaiłam się do tej trwałości.






Super kosmetykiem jest za to liner do brwi, który jest mega precyzyjny, trwały i można nim bardzo dokładnie wyrysować brwi domalowując nawet pojedyncze włoski. Dostępny jest w dwóch bardzo przemyślanych kolorach. Pierwszy to chłodny brąz, który sprawdzi się u blondynek i jasnych szatynek, a drugi to ciemniejszy brąz dla szatynek i brunetek.

Na koniec prawdziwa petarda! Rozświetlacz Katosu Galaxy z milionem drobinek. Coś dla prawdziwych srok. Rozświetlacz daje piękną taflę z lekko mokrym efektem. Zatopione w nim drobinki czasami migrują po twarzy i to mi lekko przeszkadza, ale i tak go nakładam bo blask jest niesamowity. Świetnie sprawdza się nakładany na dekolt, gdzie daje efekt mokrej skóry. Super!


I to już wszystko! Żeby bardziej nie przedłużać, zapytam tylko co Wam się najbardziej spodobało? Znalazłyście wśród tych nowości produkty, których do tej pory brakowało w Waszych kosmetyczkach? A może macie już przesyt pojawiających się na kosmetycznym rynku nowości?

Napiszcie jakie są Wasze ulubione, typowo drogeryjne kosmetyki!






4 komentarze:

  1. No nie ma tu niestety nic dla mnie. Moja skóra dostaje wariacji po tych kosmetykach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. te kosmetyki z kolekcji Katosu dla Wibo.. kurcze, cenie ją jako youtuberkę, ale totalnie mi nie pasuje ta marka do niej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. skusiłam się na foliowe cienie Kobo i 2 rozświetlacze Katosu :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz! Komentarze są dla mnie najlepszą motywacją do dalszego pisania i rozwijania mojego miejsca w sieci. ❤

Jeśli mój blog spodobał Ci się i dołączyłeś do obserwatorów daj o tym znać w komentarzu abym mogła Cię odwiedzić ❤